Wiadomość wydrukowana ze stron: www.handball.pl

Energa MKS kontra PGE Vive - bez niespodzianki w Kaliszu (wideo)


2018-11-06 22:32:34 inf. własna/PGNiG Superliga

Niespodzianki nie było. W meczu 10.serii PGNiG Superligi zespół Energi MKS Kalisz uległ na własnym parkiecie PGE VIVE Kielce 27:37.
 

Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!


Po blamażu, jakim bez wątpienia była sobotnia przegrana z Arką Gdynia, kaliszanie bardzo chcieli się zrehabilitować, zwłaszcza  przed własną publicznością, która mimo późnej pory szczelnie wypełniła w środę mury Areny.

 

Mimo porażki, która w starciu z mistrzami Polski nikogo dziwić nie powinna, zawodnicy Energi MKS mogli opuścić parkiet z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zagrali ambitnie i bez kompleksów, rzucając rywalom więcej bramek niż choćby utytułowane Azoty czy Orlen Wisła Płock.

Zespół Tałanta Dujszebajewa, mimo iż zjawił się w Kaliszu bez kilku kluczowych zawodników, między innymi Michała Jureckiego, Vladimira Cupary i Luki Cindricia, po raz kolejny udowodnił, że w PGNiG Superlidze nie ma sobie równych. Pierwszego gola gospodarze rzucili rywalom dopiero w 7. minucie, a po upływie kwadransa przegrywali już 3:8.

 

Nie spuszczali jednak głów, starając się za wszelką cenę utrudnić kielczanom powiększanie przewagi. I robili to całkiem skutecznie. Motorem napędowym kaliskiej ofensywy był bez wątpienia, zdobywca siedmiu goli, Maciej Pilitowski. Śmiało poczynał sobie również Kamil Adamski (5 goli). 

 

To właśnie po jego trafieniu, na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy, MKS skrócił dzielący go od rywala dystans  do dwóch bramek (12:14). Niemal równo z syreną Artsema Padasinau  pokonał jednak Angel  Fernandez, tak więc kaliszanie opuszczali parkiet ze startą trzech bramek (12:15).

Po powrocie z szatni różnica klas dała o sobie znać już znacznie wyraźniej. Kluczowym okazał się pierwszy kwadrans, kiedy goście odskoczyli na dwanaście oczek  (17:29) i wysokiego prowadzenie nie wypuścili już do końca.

 

Gospodarzom udawało się momentami skracać nieco dystans, jak choćby w 50. minucie, gdy po serii trzech trafień było 20:29, jednak  większej krzywdy doświadczonym rywalom wyrządzić nie zdołali. Ostatecznie  mecz zakończył się dziesięciobramkową różnicą (27:37), a jego rezultat rzutem w ostatnich sekundach ustalił Dzianis Krytski.

Po środowym meczu Energa MKS nadal, z dorobkiem siedmiu punktów, plasuje się na 11. miejscu w tabeli. O ile jednak w starciu z mistrzowskim Vive powiększyć ów skromny dorobek było rzeczą nierealną, o tyle w kolejnym spotkaniu – chcąc zachować szanse  na wejście do czołowej ósemki – będzie to wręcz obowiązkiem. O komplet punktów podopieczni Pawła Ruska powalczą w środę, 14 listopada w wyjazdowym spotkaniu z Sandrą SPA Pogoń Szczecin.

 

[wideo] PGNiG Superliga: Vive pewnie wygrało w Kaliszu!

 


 

Powiedzieli po meczu:

 

Bartłomiej Bis (obrotowy PGE VIVE Kielce): Szczerze mówiąc, o tym, że wystąpię, dowiedziałem się dopiero w poniedziałek, więc byłem nieźle zaskoczony tym, że dziś pojadę do Kalisza. Z kolanem wszystko w porządku, podczas meczu „nie odzywało się” i nie przeszkadzało w żaden sposób w grze. Oczywiście, dziwnie było stanąć na boisku po tak długiej przerwie, jakby nie było to ponad osiem miesięcy!

 

Brakowało rytmu, czułem się, jakbym był trochę „wyjęty” z tego meczu, ale co najważniejsze, nie miałem blokady mentalnej. Przez cały ten okres nie leżałem do góry brzuchem, lecz solidnie pracowałem pod okiem trenera, fizjoterapeutów i lekarzy. Oni na pewno wiedzą, co robią. Mam wielu wspaniałych Aniołów Stróżów – nic, tylko ich słuchać! Wiedziałem, że dziś wejdę tylko do defensywy, a na treningach obronę ćwiczę już od września. Nawet nie spodziewałem się, że będę miał okazję zdobyć bramkę! Bardzo pomogła mi pozytywna atmosfera zbudowana przez zespół, teraz będzie już z górki!

Krzysztof Lijewski (rozgrywający PGE VIVE Kielce): Po pierwszej połowie w szatni było spokojnie. Talant nas chwalił, chodziło tylko o odzyskanie koncentracji. Już nawet nie chodziło o to, w ilu graliśmy, kto był, a kogo nie było. Był taki moment w końcówce pierwszej połowy, gdy ją straciliśmy. Z całym szacunkiem do kaliszan, byliśmy dzisiaj po prostu sportowo lepsi.

 

Brakowało właśnie tylko pełnego skupienia, ponieważ mieliśmy sytuacje, ale ich nie wykorzystywaliśmy. Obrona rywali stała mocno, Zbyszek (Kwiatkowski – przyp. red.) dobrze nią dyrygował, nie było lekko. Lepiej się gra, gdy cały czas zachowuje się najwyższy poziom, wówczas właściwie jest się ustawionym w głowie, wiesz, że musisz być czujny, bo rywal naciera. Niestety, mamy ligę jaką mamy, i tak z sezonu na sezon jest coraz lepiej. My narzucamy takie tempo, że mało kto je dzisiaj wytrzymuje.

Maciej Pilitowski (rozgrywający Energi MKS Kalisz): Kielce po przerwie wrzuciły wyższy bieg, by spokojnie zapewnić sobie zwycięstwo. Niestety, tak to jest z Kielcami, że na parkiecie wydaje ci się, że jest nawet okej, dopóki nie spojrzysz na wynik. Gdy to zrobisz, okazuje się, że jest jednak dziesięcioma w plecy. Niby kielczanie mieli okrojony skład, a jednak polegliśmy.

 

Energa MKS Kalisz – PGE Vive Kielce 27:37 (12:15)

MKS: Zakreta, Padasinau – Pilitowski 7, Adamski 5, Krytski 4, Szpera 3, Grozdek 2, Misiejuk 2, Klopsteg 2, Drej 1, Adamczak Paweł 1, Adamczak Piotr, Bożek, Kwiatkowski, Czerwiński

 


Vive: Ivić, Wałach – Jurkiewicz 6, Janc 6, Aguinagalde 5, Moryto 7, Fernandez Perez 4, Dujshebaev D. 4, Karalek 3, Bis 1, Lijewski 1, Mamić



Copyright © 2010 Handball.pl - All rights reserved.