Wiadomość wydrukowana ze stron: www.handball.pl

Vive rozbiło Zagłębie - szybka i efektowna wygrana


2019-02-05 21:28:00 inf. własna/PGNiG Superliga

W meczu 17. serii PGNiG Superligi PGE VIVE Kielce pewnie pokonało u siebie MKS Zagłębie Lubin 31:21. Pierwsza połowa należała do Filipa Ivica, który zakończył ją ze skutecznością 45%. W drugiej serca kibiców skradła fantastyczna akcja Michała Jureckiego, Alexa Dujshebaeva i Arcioma Karaloka, zakończona widowiskową bramką zdobytą przez Białorusina. W spotkaniu zagrali wszyscy obecni w Kielcach zawodnicy gospodarzy, zabrakło jedynie kontuzjowanych Luki Cindricia i Daniela Dujshebaeva.

 

Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Bardzo szybko toczyła się gra obu zespołów w pierwszych minutach spotkania. Zgodnie z zapowiedzią Krzysztofa Lijewskiego na poniedziałkowym briefingu prasowym, większość bramek PGE VIVE Kielce padało po tzw. szybkim środku lub w kontratakach, dzięki czemu kielczanie nie musieli niemal w ogóle rozgrywać piłki w ataku pozycyjnym.

 

Jeśli już zdarzyło się, że zespołowi gospodarzy nie udało się zdobyć łatwej bramki w kontrze, akcja najczęściej kończyła się dograniem do koła, gdzie skutecznie swoje zadanie wykonywał Arciom Karalok, pokonując z najbliższej możliwej odległości Patryka Małeckiego.

Początkowo drużyny szły „łeb w łeb”, ale po około dziesięciu minutach na prawym skrzydle żółto-biało-niebiescy uruchomili Blaza Janca, który zdobył trzy bramki z rzędu, dzięki czemu kielczanie odjechali ekipie Bartka Jaszki na 10:7. Dobrze też od samego początku sprawował się Michał Jurecki, który wrócił do gry po jednomeczowej absencji. Przez pierwszy kwadrans spotkania kapitan PGE VIVE trzykrotnie pokonał Patryka Małeckiego.

W drugiej części pierwszej połowy świetny okres gry zanotował Filip Ivić. Bamkarz bronił akcję za akcją, a jego skuteczność oscylowała wokół 50%. Gdyby nie to, że w ataku jego zespół notował przestój, to już dawno gospodarze prowadziliby z lubinianami dziesięcioma trafieniami. Tymczasem, na trzy minuty przed końcem wynik wynosił 14:9. Wreszcie, niemoc gości przełamał potężnym rzutem z drugiej linii Krzysztof Pawlaczyk, choć zawodnik miał dużo szczęścia, bo piłka wpadła po rękach Filipa i tylko dzięki ogromnej sile rzutu. Ostatecznie pierwsze pół godziny zakończyło się rezultatem 15:11 na korzyść PGE VIVE.

I to by było na tyle, bo na początku drugiej partii zaczęła się egzekucja. W ciągu dziesięciu minut lubinianie zdobyli zaledwie jedną bramkę, choć nawet nie za sprawą Vladimira Cupary, który zastąpił między słupkami Filipa Ivicia, a poprzez swoje błędy, z których każdy karany był przez gospodarzy. Ci w czterdziestej pierwszej minucie prowadzili 22:12.

 

W tym okresie zawodnicy PGE VIVE zaprezentowali publiczności niesamowity popis umiejętności w widowiskowej akcji zakończonej fantastycznym trafieniem Arcioma Karaloka. Najpierw Michał Jurecki czysto, nagłym zatrzymaniem wywrócił na parkiecie Romana Chychykalo, a gdy ten był już w parterze puścił się sprintem w kierunku bramki, oddając w ostatnim momencie piłkę do Alexa Dujshebaeva nabiegającego przez środek boiska.

 

Alex błyskawicznie odegrał piłkę do Arcioma Karaloka, który ciągnięty za koszulkę przez jednego z obrońców, wykonał na kole piruet, jakiego nie powstydziliby się łyżwiarze figurowi z zakończonych niedawno mistrzostw Europy w Mińsku i na pełnej prędkości oddał rzut na bramkę. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła za linię końcową. Wszystko to wydarzyło się maksymalnie w ciągu dwóch sekund!

Gdy w czterdziestej dziewiątej minucie pojedynku żółto-biało-niebiescy prowadzili 25:16, o czas poprosił Bartłomiej Jaszka. Szkoleniowiec lubinian niestety nie założył dziś koszulki zawodniczej i prowadził swój zespół jedynie z ławki.

 

Nic zupełnie to nie pomogło, bo kielczanie jeszcze bardziej zaczęli odjeżdżać rywalom i w dużej mierze dzięki szybkim kontratakom zdobywali kolejne bramki. Na kilka minut przed końcem prowadzili dwunastoma bramkami, a w końcówce poprzez chwilowe roztargnienie zmniejszyli przewagę do dziesięciu i ostatecznie wygrali z Zagłębiem Lubin 31:21.

 

Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujszebajew (trener PGE VIVE Kielce): Jestem zadowolony z postawy mojego zespołu w obronie, choć oczywiście musimy jeszcze poprawić kilka rzeczy, nad którymi ostatnio nie pracowaliśmy. Do soboty jeszcze mamy czas. Więcej pretensji mam do siebie odnośnie ataku pozycyjnego, ponieważ we wszystkich czterech meczach w tym roku po kilkanaście razy nie trafiamy w sytuacjach jeden na jeden. Wiem już, że musimy trochę więcej popracować indywidualnie, niż tylko taktycznie. Dziś naliczyłem piętnaście takich sytuacji. Bardzo podobał mi się natomiast nasz powrót do tyłu. Dla mnie bardzo dobrze, że mieliśmy możliwość rozegrania tych czterech spotkań, bo wiem, na czym muszę skupić się na kolejnych trzech treningach przed meczem z Kristianstad,

Michał Jurecki (rozgrywający PGE VIVE Kielce): Zwycięstwo jest zwycięstwem, nie ważne jak, ważne, żeby skończyć chociaż jedną bramką na plusie. Lepiej, że trochę pudłowaliśmy dzisiaj, niż żeby miało się to wydarzyć w sobotę. Dobrze wracaliśmy do obrony, jesteśmy bardzo uczuleni na to, by bez względu na to, czy padnie bramka czy nie, szybko wracać do obrony. Bartek Jaszka ma bardzo młody skład, dla tych chłopaków gra przeciwko PGE VIVE Kielce jest bardzo dużą nauką. My najcięższe treningi mamy już za sobą, teraz już praktycznie cały czas będziemy mieli po dwa mecze w tygodniu, nogi dochodzą do siebie i możemy w pełni skupić się na Kristianstad. Szkoda, że w tym sezonie nie zagramy już w komplecie, trzeba sobie radzić. Ja ostatnio miałem odpoczynek, co było zaleceniem lekarza. Dzisiaj zagrałem i czuję się bardzo dobrze, bardzo się cieszę, że mogłem zagrać przed kielecką publicznością.

Bartłomiej Jaszka (trener MKS Zagłębie Lubin): Na pewno chciałoby się, by wynik był inny, choć te dziesięć bramek w Kielcach ujmy nie przynosi. Wiemy, na jaki teren przyjechaliśmy, jakim Kielce są zespołem, cieszę się z postawy zawodników, ponieważ starali się zrealizować nasze założenia. Weszli w mecz bardzo odważnie, nie byli wystraszeni i Kielce musiały się trochę namęczyć. Wiadomo, że z nimi czasem da się grać w pierwszej połowie jak równy w równym, ale w drugiej połowie odjeżdżają, a brak doświadczenia i cwaniactwa był widoczny u nas, przeciwnik nam odskoczył, nie byliśmy w stanie ułożyć ataku pozycyjnego, brakowało komunikacji między zawodnikami, a kielczanie to wykorzystali. Ja dziś nie zagrałem, ponieważ na takim terenie to chłopaki muszą zdobywać doświadczenie i spędzić na parkiecie jak najwięcej czasu.

Przemysław Mrozowicz (rozgrywający MKS Zagłębie Lubin): Trener Jaszka, gdyby wystąpił, na pewno wniósłoby wiele spokoju i pomógłby nam (śmiech). Dziesięć bramek to dużo, ale walczyliśmy, nie położyliśmy się. Na pewno musimy grać bardziej konsekwentnie, nie podejmować takich decyzji rzutowych, jakie podejmowaliśmy, sporo z takiego meczu można wyciągnąć. Traciliśmy bramki głównie z naszych błędów, kielczanie grają agresywną obroną, dużo podwyższają i z tego się one brały.

 

PGE VIVE Kielce – MKS Zagłębie Lubin 31:21(15:11)
 

Vive: Ivić, Cupara – Jurecki 5, Bis, A. Dujshebaev 4, J. Aginagalde 2, Jachlewski 2, Janc 4, Lijewski 1, Jurkiewicz, Kulesh, Moryto 5, Mamić, Fernandez 2, Karalok 6

Zagłębie: Małecki, Skrzyniarz – Borowczyk 2, Stankiewicz, Kużdeba 2, Mrozowicz 3, Pawlaczyk 3, Gębala 2, Szymyślik, Sroczyk, Pietruszko 2, Moryń 3, Dawydzik 1, Chychykalo 3

 

Źródło: PGE VIVE Kielce (kielcehandball.pl) PGNIG Superliga (pgnig-superliga.pl) 


 


Copyright © 2010 Handball.pl - All rights reserved.