KOszulki 2
AMH 1
PGNiG Superliga (M)
A A A
Vive rozgromiło Górnika w starciu niepokonanych (wideo)
10.10.2017 21:55 Źródło: inf. własna/PGE Vive Kielce/NMC Górnik Zabrze
komentarzy 0

W meczu 7. kolejki PGNiG Superligi PGE Vive Kielce rozbiło NMC Górnika Zabrze 33:20. To oznacza, że tylko obrońcy mistrzowskiego tytułu nie stracili w tym sezonie nawet punktu.
 

Mateusz Kus w ataku na bramkę Górnika (Fot. VTK Media Team)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!


Widziane z Kielc:

Choć mecz na długo przed ostatnim gwizdkiem zdawał się rozstrzygnięty przy dziesięciobramkowej przewadze kielczan, nie tracił na zaciętości, co doprowadziło do dwóch niebezpiecznych sytuacji z udziałem naszych skrzydłowych. W meczu, poza kontuzjowanymi Filipem Iviciem i Deanem Bombacem, nie wystąpili Alex Dujszebajew i Manuel Strlek. Zawodnicy mają drobne urazy po spotkaniu z Flensburgiem, więc dziś wieczorem dostali wolne.

Dość oryginalnie rozpoczęli to spotkanie kielczanie. Podczas gdy na lewym rozegraniu do ataku wystawiony został Marko Mamić, Karol Bielecki zajął pozycję… lewego skrzydłowego, który w toku gry wbiegał na drugie koło obok Julena Aginagalde. Na prawej połówce natomiast pojawił się Mariusz Jurkiewicz i to właśnie on zdobył pierwszą bramkę dla naszego zespołu. Po drugiej stronie Zabrzanie wystartowali ze swoją sztandarową obroną 4-2 z wysuniętymi Iso Sluijtersem i Rafałem Glińskim.

Doskonale od pierwszych minut w naszej bramce sprawował się Sławomir Szmal. Gdy kielecka obrona zaspała i w czternastej minucie spotkania zrobiła się ogromna dziura na kole dla kołowego Marka Daćki, który otrzymał piłkę od swoich kolegów, Kasa widowiskowo powstrzymał zawodnika, a wkrótce w kontrze w drugie tempo naszej drużyny niecodzienną bramkę na 6:3 ze skrzydła zdobył Karol Bielecki.

 Już po kilku minutach od pierwszego gwizdka Marko Mamicia w ataku zastąpił Michał Jurecki, a wkrótce dołączyli do niego kolejni zmiennicy z ławki. Podobnie do Górnika, kielczanie również postanowili skorzystać z wysuniętej defensywy, ale w kombinacji 5-1. Przynosiło to efekty, bo stosunkowo często dokonywaliśmy przechwytów, które z większym lub mniejszym szczęściem wykorzystywaliśmy w kontrataku.

 

W dwudziestej siódmej minucie linię podania Iso Sluijtersa do Rafała Glińskiego na środku rozegrania przerwał Mateusz Jachlewski, który po kilku susach w kierunku Martina Galii dał naszemu zespołowi czternaste trafienie. Za chwilę piłkę na lewej połówce wyłapał Darko Djukić i błyskawicznie podał ją do Siwego, który ponownie pokonał bramkarza gości. Prowadziliśmy 15:7, a w ciągu ostatniej minuty pierwszej połowy wynik zmienił się do stanu 16:9.

Po przerwie na parkiet wyszliśmy w takim samym ustawieniu, co na początku i znów pierwszą bramkę dla naszego zespołu zdobył Mariusz Jurkiewicz. Ponownie między słupkami straszył też Sławek Szmal, który dla gospodarzy stał się istną ścianą płaczu odbijającą piłki rzucane z wszelkich możliwych pozycji. Nic dziwnego, że po dziesięciu minutach prowadziliśmy 20:13.

 W drużynie gości ładnie zaczęła funkcjonować współpraca z obrotowym. W ciągu pięciu minut Marek Daćko trzykrotnie z linii sześciu metrów trafiał między słupki kielczan. Żółto-biało-niebiescy utrzymywali bezpieczną dziesięciobramkową przewagę nad Górnikiem, więc na ostatni etap spotkania między słupki wszedł Miłosz Wałach.

 

Nasz młody zawodnik tak wystraszył podopiecznych Rastislava Trtika, że ci przez jakiś czas nie byli w stanie oddać rzutu w światło bramki. Zrobił to dopiero po pięciu minutach Marek Daćko z czystej pozycji w kontrataku. Kolejne trzy musiały upłynąć, by w kolejnej kontrze Miłosza pokonał Jurij Gromyko.

Choć mecz był już przesądzony, gra nie traciła na zaciętości. W ostatnich chwilach potkania dwóch brutalnych fauli na naszych skrzydłowych dopuścili się Jurij Gromyko i Michał Adamuszek. W pierwszym starciu ucierpiał Darko Djukić, a w drugim Blaz Janc. W obu przypadkach konieczna była pomoc fizjoterapeutów, ale na szczęście nasi zawodnicy o własnych siłach zeszli z boiska.

 

Trener Trtik zapewniał po meczu, że żaden z jego zawodników nie chciał zrobić krzywdy naszym graczom, po prostu górę wzięły emocje. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 33:20.

Widziane z Zabrza:

W pierwszej połowie mecz był dość wyrównany, a obie drużyny mogły popisać się doskonałymi akcjami. Zabrzanie walczyli praktycznie jak równy z równym. Brakowało tylko wykończenia akcji, bowiem na najwyższym poziomie od pierwszych sekund grał Sławomir Szmal. Zdawało się, że może jednak zejść z boiska już w 4. minucie po wyjściu z bramki i spotkaniu z Markiem Daćko w polu.

Sędziowie jednak nie podzielili opinii obserwatorów i zezwolili na dalszą grę bramkarza. To tylko podcięło skrzydła zabrzanom. Przez kwadrans nie trafili do bramki Vive. Impas strzelecki przełamał dopiero… Martin Galia, dostrzegając pustą bramkę i zdobywając punkt rzutem przez całe boisko. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 16:9.

Kibice przecierali oczy ze zdumienia. NMC Górnik Zabrze grał o wiele mniej agresywnie niż jeszcze przed tygodniem w starciu z Puławami. Gwiazdy tamtego spotkania, Iso Sluijters i Alex Tatarincew, byli cieniem samych siebie. Popełniali błędy w ataku i w obronie, gubili piłkę. Na ich obronę można jednak podać doskonałą grę z kołem. Regularnie podawali do Marka Daćki i walnie przyczynili się do jego ośmiu bramek w dziesięciu próbach w całym meczu.

Trójkolorowi dosłownie zatrzymali się w gonitwie za remisem w ostatnim kwadransie. Gospodarze prędko powiększyli przewagę z 23:16 do 30:19. Co gorsza, Trójkolorowym zaczęły puszczać nerwy. Wpierw Jurij Gromyko faulował skrzydłowego gospodarzy, Djukica, lecz uniknął kary, bowiem sędziowie nie dojrzeli jego przewinienia. Po wznowieniu jednak fatalnie sfaulował Janca Michał Adamuszek, co okupił wykluczeniem do końca meczu.

I nawet gdy wreszcie udało się trafić Górnikom dwudziesty raz, to Vive wykorzystało dwie szybkie kontry i spotkanie ostatecznie zakończyło się 33:20. A wszystko przez aż 23 błędy techniczne zabrzan w ciągu całego meczu…

 

[wideo] Canal+: Vive gromi Górnika w meczu niepokonanych

 

 

Powiedzieli po meczu:

Talant Dujszebajew (trener PGE Vive Kielce): Cieszę się, że graliśmy bardzo dobrze w obronie. W ataku ciężko było grać bez jednego lewoskrzydłowego, a na prawej połówce bez jednego leworęcznego, bardzo dziękuję Karolowi i Mariuszowi za pomoc, byśmy w kolejną niedzielę grali z większym zasobem sił. Nie mieliśmy dużo czasu na przygotowanie się do tego meczu, w poniedziałek mieliśmy trening regeneracyjny, dlatego jeśli dzisiaj coś nie wyszło w ataku, to biorę za to odpowiedzialność.

Mariusz Jurkiewicz (PGE Vive Kielce): Wiedzieliśmy, że musimy mocno zacząć. Chcieliśmy zagrać dobrze w obronie, dalej ćwiczymy naszą defensywę 5-1, coraz lepiej nam to wychodzi. Lepiej się rozumiemy, praktyka czyni mistrza. Pracujemy nad tym elementem na treningu, ale boiskowa praktyka dodaje nam pewności siebie. Wiedzieliśmy, że musimy zagrać z dużym zaangażowaniem i to nam się udawało.

 

Myślę, że każdy mecz powinniśmy grać tak jak ten. Po ostatnim spotkaniu chcieliśmy pokazać więcej zaangażowania i koncentracji.
Uros Zorman (PGE Vive Kielce)
Biegaliśmy do kontry, nowością była dla nas gra przeciwko obronie 4-2, nie mieliśmy za dużo czasu, by popracować nad atakiem, ale coś tam przygotowaliśmy i całkiem dobrze to wychodziło. Zupełnie niepotrzebne faule w końcówce, bo czym innym jest walka meczowa bark w bark, to jest w każdym meczu, nie mamy w związku z tym nigdy pretensji, natomiast w tych sytuacjach faule były niepotrzebne.

Uros Zorman (PGE Vive Kielce): Myślę, że każdy mecz powinniśmy grać tak jak ten. Po ostatnim spotkaniu chcieliśmy pokazać więcej zaangażowania i koncentracji. Ostatnio roztrwoniliśmy wysokie prowadzenie i straciliśmy punkt. Po czterdziestu ośmiu godzinach trudno było zregenerować się na mecz z Zabrzem, ale pokazaliśmy charakter.

Rastislav Trtik (trener NMC Górnik Zabrze):
Myślę, że generalnie zagraliśmy bardzo dobrze, PGE VIVE to inna liga. To bardzo doświadczeni gracze, niektórych znam jeszcze z Bundesligi, np. Sławka Szmala czy Krzysztofa Lijewskiego. Myślałem przed meczem, że jak przegramy dziesięcioma bramkami, to będzie sukces. W ostatnich czterdziestu sekundach straciliśmy głowy, ale gra nie była zła.

 

Rywale wykorzystali nasze błędy, moi zawodnicy wystąpili z ogromnym respektem, na co dzień nie mamy możliwości gry z tak jakościowym przeciwnikiem. Nie oczekiwałem zwycięstwa, więc jestem relatywnie zadowolony. Prawda jest taka, że ten mecz był bardzo energetyczny, było sporo kombinowanych formacji obronnych, 4-2, 3-3. Zawodnikom udzieliły się emocje, ale na pewno żaden z moich graczy nie chciał nikomu zrobić krzywdy.

Wojciech Matuszak (NMC Górnik Zabrze): Na początku prezentowaliśmy fajną grę jak równy z równym. Później coś się u nas zacięło. Brak koncentracji, podaliśmy kilka piłek w ręce rywali i trochę się podłamaliśmy i ciężej było nam grać. Drugą połowę też próbowaliśmy zacząć skoncentrowani, ale graliśmy falami. Przy wysokim prowadzeniu rywali trudno się podnieść i grać dobrą piłkę ręczną, ale myślę, że zrobiliśmy fajne widowisko. Świetna hala, super się tu gra. Nie ma co się załamywać, głowy w górę.

 

PGE Vive Kielce –  NMC Górnik Zabrze 33:20 (16:09)

 

VIVE: Szmal, Wałach – Jurecki 2, Bis 3, Kus 1, Aginagalde, Bielecki 6,  Jachlewski 5, Janc 2, Lijewski 5, Jurkiewicz 5, Zorman 3, Mamić, Djukić 1

Karne: 5/7, kary: 8 min. (Mamić, Bielecki, Aguinagalde, Jurecki – po 2 min.)

 

Górnik: Kornecki, Galia – Gluch 2, Daćko 8, Fąfara, Tomczak 3, Gromyko 1, Sluijters 1, Bushkou, Tatarintsev 2, Gliński 1, Gogola, Tokaj, Matuszak, Francik, Adamuszek 1

Karne: 2/2, kary: 10 min. (Daćko, Sluijters, Gliński, Gluch, Adamuszek – 2 min.)

 

Sędziowali: K. Habierski, G. Skrobak (Głogów)

 

Źródło: PGE Vive Kielce (kielcehandball.pl) NMC Górnik Zabrze (handballzabrze.pl)

Koszulka box 2 300 nad newsletter
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Tkaczyk - aurtobiografia
Box_Erima_Nowa_Po wynikami
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens