I Love Handball - Belka duza 2
Belka - przyjaciel recznej
PGNiG Superliga (M)
A A A
Vive traci pierwszy punkt w sezonie - Wisła przegrała po karnych (wideo)
08.03.2019 21:47 Źródło: inf. własna/PGNiG
komentarzy 0

W meczu 21. serii PGNiG Superligi PGE Vive Kielce pokonało Orlen Wisłę Płock 33:30. W Hali Legionów dawno nie było tak zaciętego spotkania ligowego. Po 60-ciu  minutach na tablicy wyników widniał remis 30:30 i potrzebna była seria rzutów karnych, by rozstrzygnąć o zwycięstwie.

 

Vive wygrało z Orlen Wisłą Płock po rzutach karnych (Fot. VTK Media Team)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Widziane z Kielc:

 

Takiego początku chyba mało kto się spodziewał. Nafciarze rozpoczęli od prowadzenia 5:2, co było zasługą głównie Michała Daszka, który w ciągu zaledwie kilku minut zdobył cztery bramki dla swojej ekipy, z tego dwa z rzutów karnych. Na szczęście prowadzenie gości nie trwało długo. Dobra obrona, przytomność Marko Mamicia oraz szybkość naszych skrzydłowych, Blaza Janca i Mateusza Jachlewskiego wyrównały rezultat na 5:5.

Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli Arek Moryto i Uladzislau Kulesh. Dzięki ich rzutom oraz kilku dobrym interwencjom Vlada Cupary, wyszliśmy na prowadzenie 10:8. W dziewiętnastej minucie spotkania za faul na Vladzie Kuleshu czerwoną kartkę otrzymał Dan Racoeta. To kolejne spotkanie, w którym Rumun dość szybko wyleciał z boiska, bo kartonik tego samego koloru otrzymał też w pierwszej połowie niedawnego meczu Wisły z Silkeborgiem w Lidze Mistrzów. Podobnie zresztą jak w tamtym pojedynku, tak i teraz osłabienie tylko podrażniło i zmobilizowało płocczan, którzy cały czas „siedzieli nam na ogonie”.

Sporo rotacji mieliśmy na kieleckim rozegraniu, na różnych pozycjach przewijali się Luka Cindrić, Mariusz Jurkiewicz, Krzysztof Lijewski, Blaz Janc i Uladzislau Kulesh. Z dostępnych na ten mecz rozgrywających jedynie Marko Mamić nie grał w ataku, ponieważ uzupełniał szeregi PGE VIVE w defensywie, gdzie raz zmieniał Vlada Kulesha, a raz Lukę Cindricia. Pod koniec to właśnie Cindrić prowadził grę ze środka, mając po lewej stronie Kaczkę, a po prawej Lijka i sam zdobył ostatnią bramkę tej połowy, wyrównując rezultat na 15:15.

Trochę przysnęło się gospodarzom w pierwszych minutach drugiej części gry. Nafciarze wykorzystali to zdobywając trzy trafienia z rzędu i odskakując na 18:15. Dopiero w trzydziestej piątej minucie bramkę piekielnie mocnym rzutem pod poprzeczkę Adama Borbely zdobył Uladzislau Kulesh. Dobry moment w bramce odnotował Filip Ivić, a kolejne trafienia dołożyli Marko Mamić i Luka Cindrić. Mozolnie odrabialiśmy straty, aż wreszcie w czterdziestej minucie meczu wyrównaliśmy na 20:20. Wkrótce i my zostaliśmy osłabieni, bo trzecią dwuminutową karę otrzymał Marko Mamić.

Tymczasem na parkiecie toczyła się istna batalia o trzy punkty. Emocje udzielały się zawodnikom i trenerom obu ekip. Podchwytywane przez kibiców kotłowały się gdzieś pod dachem Hali Legionów napędzając zespoły do gry. Co chwilę dochodziliśmy Nafciarzy na remis, ale cały czas nie mogliśmy wyjść na prowadzenie.

Na dziesięć minut przed końcem meczu niesamowitego natchnienia dostał w bramce Filip Ivić. Chorwat obronił kilka sytuacji jeden na jeden, co w połączeniu z atomowym rzutem Vlada Kulesha i sprytem Julena Aginagalde wreszcie dało nam dwubramkowe prowadzenie. Do końca spotkania pozostało niecałe pięć minut, a wynik wynosił 29:27 na korzyść kielczan. Wtedy jednak po drugiej stronie klasę pokazał Adam Morawski, który wrócił na parkiet na ostatnie minuty. Płocczanie zdołali wyrównać, a potem na osiem sekund przed końcowym gwizdkiem wyjść na prowadzenie 30:29. Wówczas Talant Dujshebaev wziął czas, a po wznowieniu gry jakimś cudem Luce Cindriciowi udało się rzucić bramkę na wagę remisu.

Teraz czekała nas więc seria rzutów karnych. I dopiero zaczęło się dziać! Filip Ivić dosłownie zamurował bramkę swoim ciałem, na które po kolei, jak jeden mąż, nadziewali się Nafciarze. Najpierw Filip powstrzymał rzut Michała Daszka, potem zmusił do błędu Marko Tarabochię, którzy posłał piłkę ponad poprzeczkę, a na końcu obronił „siódemkę” Przemysława Krajewskiego. Tymczasem kielczanie z linii siedmiu metrów byli bezbłędni. Kolejno Blaz Janc, Arek Moryto i Luka Cindrić pokonywali Adama Morawskiego. Tym samym ostatecznie pokonaliśmy Orlen Wisłę Płock 33:30, dzieląc się punktami w stosunku 2:1.

 

Widziane z Płocka:

 

Nafciarze dobrze weszli w dzisiejszy mecz. Od początku zaczęli mocną obroną, zaliczyli kilka przechwytów, po których trafiał Michał Daszek i tablica świetlna pokazała stan 2:5. Gospodarze jednak szybko się otrząsnęli, wykorzystali nasze nieporozumienia w ataku pozycyjnym i w 10.min. było już 5:5. Po wyrównanych kolejnych pięciu minutach zaczęła zarysowywać się przewaga gospodarzy.

 

Duży udział w tym miał Vladimir Cupara, który kilkakrotnie zatrzymał nasze rzuty z szóstego metra. Niedługo później przeżyliśmy deja vu z Silkeborga – Dan-Emil Racotea po nieprzemyślanej interwencji w obronie otrzymał czerwoną kartkę. W drugim kwadransie tej części spotkania było już jednak nadzwyczaj spokojnie. Żadna z drużyn jakby nie forsowała tempa, było natomiast dużo siłowej walki w obronie, a wynik oscylował wokół remisu. W pojedynku najlepszego ataku i najlepszej obrony w lidze po pierwszej połowie był remis 15:15.

Drugą połowę rozpoczęliśmy ponownie od dwóch przechwytów piłki w obronie i dwóch trafieniach z kontrataków. Po chwili z drugiej linii poprawił Tomek Gębala i było 15:18. Nafciarze mieli szansę na podwyższenie prowadzenia, ale ze skrzydła pomylił się Daszek. Goście jednak zaczęli grać szybko, piłka po straconych bramkach natychmiast wędrowała na środek obrony, co było okazją gry „szybkim środkiem”.

 

Nie za długo jednak byliśmy świadkami takiego obrazu gry. Gospodarze głównie dzięki trafieniom Kulesha doszli Nafciarzy i ponownie oglądaliśmy dużo twardej walki w obronie. Szansa na odskoczenie Vive pojawiła się, gdy trzecią karę dwóch minut otrzymał Marko Mamić. Niestety tym razem zdecydowaliśmy się na złe rozwiązania w ataku pozycyjnym i gospodarze z tego okresu wyszli bez szwanku.

 

Na kwadrans przed końcem spotkania o czas poprosił trener Sabate i jak się okazało, był to znakomity moment, bo nie tylko natychmiast trafił Sulić, ale przechwyt piłki wykorzystał Daszek i wyszliśmy na trzy bramki przewagi. Jak się można było spodziewać, gospodarze nie powiedzieli w tym spotkaniu ostatniego słowa. Straty piłki w ataku, kara dwóch minut dla Przemka Krajewskiego i w efekcie mieliśmy ponownie remis 26:26.

 

Wówczas na przestrzeni kilku sekund na ławkę kar usiedli Lijewski i Jurkiewicz, ale…nie udało nam się tego wykorzystać. Najpierw w naszą obronę łatwo wszedł Blaz Janc, a po chwili Przemek Krajewski przegrał swój pojedynek z Iviciem. Zamiast odskoczyć, mieliśmy dwie bramki straty do Vive.

 

Sama końcówka to już prawdziwy rollercoster – znakomite parady Adama Morawskiego i wyszliśmy na prowadzenie 30:29, a później niemal równo z syreną wyrównał Luka Cindrić. W karnych gospodarze byli już zdecydowanie lepsi, zwyciężając 3:0.

 

Walczyliśmy jak lwy!
Xavier Sabate, trener Orlen Wisły Płock
Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujszebajew (trener PGE VIVE Kielce): Jestem bardzo szczęśliwy, że ostatecznie wygraliśmy mecz! Już dawno nie było takiej atmosfery na spotkaniach ligowych! Wielki szacunek dla naszych chłopaków. Nie zagraliśmy najlepszego meczu, straciliśmy z dziesięć, jedenaście, a może i dwanaście piłek, robiliśmy wszystko, by dać Płockowi wygrać, a jednak chłopaki mieli charakter!

Filip Ivić (bramkarz PGE VIVE Kielce): Dziękuję za wszystkie miłe słowa, ale gratulacje należą się przede wszystkim mojemu zespołowi, który walczył od pierwszej do ostatniej minuty. Cindrić rzucił ostatnią bramkę! Dziękuję kibicom, którzy wspierali nas przez cały mecz, trenerowi, każdemu, kto dzisiaj z nami walczył. Słyszałem głosy, że dla nas to bez różnicy czy wygramy, czy przegramy, bo i tak jesteśmy liderami tabeli. Nieprawda, my chcemy wygrywać każdy mecz, zwłaszcza taki! Karne to taka sytuacja, w której szanse rzucającego i bramkarza to relacja 80:20. Ja po prostu byłem skoncentrowany, nie zakładałem w ciemno, że pójdę w jedną lub w drugą stronę, czekałem na ruch rywala i starałem się jak najszybciej zareagować. Super, że mogliśmy dziś oglądać zacięty mecz pomiędzy dwoma najlepszymi zespołami w lidze. Płock ostatnio gra super, wygrał we wspaniały sposób w Silkeborgu, ale to my dzisiaj pokazaliśmy, że jesteśmy najlepszą drużyną w lidze. Ja chcę w tym sezonie zagrać w Final Four i będę robił wszystko, by tak się stało.

Blaz Janc (skrzydłowy PGE VIVE Kielce): Dzisiaj był super, super, super mecz! Dla mnie to coś nowego, bo w Słowenii mamy normalnie remisy, więc mecz po prostu by się skończył. Bardzo dawno nie rozstrzygałem pojedynku w rzutach karnych, to było dla mnie coś nowego. Dziękuję bardzo naszym kibicom, którzy kibicowali nam przez całe spotkanie. Gratuluję mojemu zespołowi, ze wytrzymał do samego końca! Przy takiej atmosferze wszystko jest łatwiejsze. W meczu zrobiliśmy wiele błędów, straciliśmy z dziesięć piłek, z których Płock rzucał nam kontry. Musimy to naprawić przed kolejnymi spotkaniami. Musimy też przyznać, że dziesięć minut przed końcem przegrywaliśmy trzema bramkami, potem przez chwilę graliśmy tylko czterema zawodnikami i to wszystko przetrzymaliśmy, doprowadzając do remisu i karnych, które wygraliśmy, to jest coś!

Xavier Sabate (trener Orlen Wisły Płock): Walczyliśmy jak lwy! Nie możemy porównywać się w tym momencie do klubu z Kielc, to zupełnie różne budżety, kielczanie mają zawodników z samego topu i pomimo kontuzji i tak są kandydatami do Final Four Ligi Mistrzów. Nawet w okrojonym składzie potrafią zagrać świetny mecz z Veszprem, a przegrywają go minimalnie w samej końcówce.

 

Gdyby nie Sterbik, to kto wie, pewnie by wygrali. My wciąż musimy pracować i krok po kroku zyskiwać szacunek szacunek społeczności piłki ręcznej w Polsce. Jestem dumny z mojej drużyny. Z jednego strony zadowolony z występu moich zawodników, z drugiej strony nie, bo przyjechaliśmy tu po zwycięstwo. Mieliśmy losy meczu w naszych rękach i zasługiwaliśmy na wygraną, ale i tak mogę powiedzieć same dobre słowa o moich chłopakach. Zostawili tu serca, grali drużynowo, a to nasza wielka siła.

Michał Daszek (skrzydłowy Orlen Wisły Płock): Bardzo szkoda wyniku, bo to był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu, ale cóż, potrzebujemy takich spotkań, by uczyć się na własnych błędach. Myślę, że oba zespoły zagrały fajny mecz, cieszę się, że takie mecze się odbywają. Dla promowania piłki ręcznej to bardzo ważne. Zabrakło nam doświadczenia, cwaniactwa, chłodnej głowy. W ostatnich sekundach można było akcję zagrać troszeczkę inaczej, ale cieszę się, że przez sześćdziesiąt minut udało nam się trzymać w meczu, na pewno wyciągniemy z niego wiele pozytywów. Karne to loteria, dwie poprzednie odsłony w Superlidze udało nam się wygrać, tym razem się udało, na pewno musimy jeszcze pracować na tym elementem gry. Buduje nas to, że udało nam się utrzymać dobrą formę po meczu z Silkeborgiem, nie możemy teraz spocząć na laurach. My możemy wygrywać tylko poprzez zespół, to jest nasz atut, nie możemy grać indywidualnie, bo to się kończy tak jak w pierwszym meczu z Kielcami w Płocku. Możemy grać tylko jako drużyna.

 

[wideo] PGNiG Superliga TV: Vive vs Wisła - co za mecz!

 

 

[wideo] PGNiG Superliga TV: świetna atmosfera podczas Świętej Wojny

 

 

PGE Vive Kielce – Orlen Wisła Płock 33:30 (15:15) K. 3:0

 

Vive: Ivić, Cupara – Bis, Aginagalde 3, Jachlewski 1, Janc 5, Lijewski 2, Jurkiewicz 1, Kulesh 5, Moryto 4, Mamić 1, Cindrić 5, Fernandez 2, Karalok 1

Wisła: Morawski, Borbely – Daszek 8, Krajewski, Racotea 1, Moya 3, Zdrahala, Obradović 2, Góralski, Piechowski, Tarabochia 1, Mihić 3, De Toledo 2, Sulić 4, Gębala 5, Mlakar 1

Koszulka box 2 300 nad newsletter
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
MP Kalisz 2019
Koszulka box 4 300 nad newsletter
Czy piłkarze ręczni Azotów Puławy wyjdą z grupy Pucharu EHF, w której rywalizują z THW Kiel, Fraikin BM Granollers i GOG?
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens