MHA - belka nowa
Liga Mistrzów
A A A
LM: Vardar lepszy o jedną bramkę - porażka Vive w Skopje (wideo)
01.12.2018 22:48 Źródło: inf. własna/Kielce Handball
komentarzy 0

W meczu 10. kolejki Velux EHF Champions League przegraliśmy na wyjeździe z HC Vardarem 27:28. Był to ostatni w tym roku pojedynek europejskich rozgrywek. Kielczanie przez większość spotkania przegrywali kilkoma trafieniami, ale w końcówce doszli gospodarzy na jedną bramkę i tak naprawdę do remisu czy nawet zwycięstwa zabrakło bardzo niewiele.

 

Vive przegrało w Skopje w Vardarem jedną bramką (Fot. VTK Media Team)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Nie będzie łatwo tego wieczora w hali Jane Sandanskiego – o tym kielczanie przekonywali się od samego początku spotkania. Każdej akcji ofensywnej naszego zespołu towarzyszyły gwizdy, w dodatku bardzo dobrze w bramce gospodarzy rozpoczął Dejan Milosavljev, powstrzymując naszych zawodników nawet w akcjach jeden na jeden.

 

Dotkliwie pierwsze minuty tego meczu odczuł także nasz bramkarz, Vladimir Cupara, który szybko został znokautowany przez Stojanche Stoilova rzutem prosto w twarz oddanym z szóstego metra. Rosły kołowy Vardaru śmiało przepychał się między kieleckimi obrońcami, a Arcioma Karaloka i Mariusza Jurkiewicz dużo wysiłku kosztowało utrzymanie go w swoich ramionach.

Nasz bramkarz szybko się otrząsnął i chwilę później popisał się świetną podwójną interwencją. Macedończycy jednak zaczęli nam odjeżdżać i po siedemnastu minutach prowadzili 9:5. Wynikało to głównie z błędów kielczan, ich niewykorzystanych kontr lub rzutów wyłapywanych przez Milosavljeva. Serb w dwudziestej drugiej minucie obronił też rzut karny wykonywany przez Arka Morytę, a jego ekipa wygrywała już 11:7.

Kielczanom zdecydowanie brakowało szybkiego środka i skutecznych kontrataków, przez co dość długo w ataku pozycyjnym musieli się męczyć, by zdobywać kolejne trafienia, ale grunt, że je zdobywali. Niczym przez gęstą tropikalną dżunglę starał przedzierać się przez ciała macedońskich defensorów Luka Cindrić, niezliczone pokłady siły musiał na kole wydobywać z siebie Julen Aginagalde, ale krok po kroku goniliśmy rywali. Po dwóch bramkach zdobytych z rzędu przez żółto-biało-niebieskich pod koniec pierwszej połowy, na przerwę schodziliśmy przegrywając 11:14.

Od brzydkiego incydentu rozpoczęła się druga część meczu. Około trzydziestej piątej minuty, zbiegając do ławki, Gleb Kalarash kopnął Mariusza Jurkiewicza w nogę. Zawodnik otrzymał za to zachowanie (jedynie!) dwie minuty kary, a Mariusz po interwencji sztabu medycznego powrócił do gry. Przez długi okres nie mogliśmy zniwelować trzy-, cztero-bramkowej straty do gospodarzy. Wreszcie, po kwadransie, dwie skuteczne interwencje Vlada Cupary, w których nasz bramkarz z dużą dozą szczęścia obronił tańczące na linii bramkowej piłki, dały sygnał do ataku!

W kontrze Milosavljeva pokonał Mateusz Jachlewski i przegrywaliśmy już tylko 21:23. Z dziecinną łatwością blok Vardaru ogrywali Krzysztof Lijewski i Uladzislau Kulesh. Macedończycy też zdobywali bramki, ale gdy w jednej z akcji pomylił się Dainis Kristopans, a celny rzut oddał Blaz Janc, do Vardaru brakowało nam już tylko jednego „oczka”.

Przegrywaliśmy 25:26, a wtedy na lewym rozegraniu pomylił się Christian Dissinger, rzucając piłkę wysoko w piłkochwyt. Niestety, nie potrafiliśmy wykorzystać okazji do kontry i w kolejnej akcji ten sam zawodnik wprawił publiczność w osłupienie, oddając piękny rzut tuż pod poprzeczkę kielczan. Za kilka chwil przez obronę Vardaru imponująco przedarł się Luka Cindrić i znów byliśmy o trafienie za rywalami, ale niestety popełniane przez kielczan błędy zemściły się, w końcówce znów nie wykorzystaliśmy okazji rzutowych i zabrakło czasu do wyrównania wyniku.

Ostatnia kontra, wykorzystana przez Angela Fernandeza, na trzy sekundy przed końcowym gwizdkiem, ustaliła rezultat spotkania na 28:27 na korzyść gospodarzy. Remis był o włos, a bardzo niewiele zabrakło nawet do zwycięstwa, gdyby w dwóch, trzech sytuacjach sam na sam, nasi zawodnicy wykazali się większa precyzją (lub gdyby mniej szczęścia mieli świetnie dysponowany tego dnia Dejan Milosavljev i Kalifa Ghedbane, który zmienił go w drugiej części spotkania).

 

Mieliśmy piłkę na remis i pomimo tego, jak wiele sytuacji przestrzeliliśmy, mogliśmy to spotkanie zakończyć inaczej.
Arkadiusz Moryto (skrzydłowy PGE VIVE Kielce)
Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujshebaev (trener PGE VIVE Kielce): Zagraliśmy dobre spotkanie, ale musimy sami przed sobą przyznać, że daliśmy Vardarowi wygrać. Nie wiem ile razy, dwanaście, czternaście, nie wykorzystaliśmy stuprocentowych szans na bramki. W szatni powiedziałem zawodnikom po meczu, że jestem z nich dumny, tylko, że nie możemy dawać rywalom w takiej atmosferze tylu możliwości. Jeśli chodzi o skuteczność, to zawiodła praktycznie cała drużyna, ale chłopaki walczą w każdym meczu do końca i jeszcze raz podkreślę, że jestem z nich dumny.

Arkadiusz Moryto (skrzydłowy PGE VIVE Kielce): Przegraliśmy skutecznością, sytuacjami jeden na jeden, w tym też moimi. Każdy bierze to do siebie, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wynik i uważam, że ja swoje sytuacje powinienem był zamienić na bramki. I to chyba tyle, bo poza tym nasza gra wyglądała całkiem nieźle. Bramkarz swoje zrobił, zagrał na wysokim poziomie, ale my źle oddawaliśmy rzuty i nie ma co doszukiwać się innych rzeczy. Czasem bramkarz stał, a my go obijaliśmy. Mieliśmy piłkę na remis i pomimo tego, jak wiele sytuacji przestrzeliliśmy, mogliśmy to spotkanie zakończyć inaczej. Niestety, nie udało się, Vardar wygrywał praktycznie od początku do końca. Szkoda, że tak zamykamy te pół roku w Lidze Mistrzów, aczkolwiek uważam, że nie było to złe pół roku. Szkoda, że mamy czwartą porażkę na koncie, na wiosnę będziemy musieli wszystkie mecze wygrać.

Alex Dujshebaev (rozgrywający PGE VIVE Kielce): Wiem, że nie byliśmy słabsi, ale nie mieliśmy szczęścia, które w takich meczach tak bardzo jest potrzebne, a do tego popełnialiśmy błędy. W ataku graliśmy super, mieliśmy wiele możliwości rzutowych, całkiem łatwe sytuacje z dobrych pozycji, a nie wykorzystywaliśmy ich. Na końcu, gdy już dochodziliśmy rywali na jedną bramkę, znów nie mieliśmy szczęścia - bramkarz broni, a zbiórka jest dla nich. Myślę, że rywale nie byli lepsi, ale lepiej wykorzystali ostatnie chwile. Porażka bardzo boli, bo mogliśmy skończyć na drugim miejscu w grupie, w następnym roku musimy już tylko wygrywać mecze, które nam pozostały.

 

HC Vardar – PGE VIVE Kielce 28:27 (14:11) [wideo - cały mecz]

Vardar: Milosavljev, Ghedbane – Stoilov 3, Ocvirk, Popovski, Kristopans 5, Dissinger 3, Karacic 2, Skube 4, Kalarash 1, Cupić 2, Dibirov 2, Shishkarev 3, Vojvodic, Kiselev

VIVE: Ivić, Cupara – Bis, A. Dujshebaev 5, Aginagalde 2, Jachlewski 1, Janc 2, Lijewski 2, Jurkiewicz, Kulesh 3, Moryto 1, Cindrić 3, Fernandez 1, D. Dujshebaev 1, Karalok 1 

Koszulka box 4 300 nad newsletter
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Wapol
Nowa Erima
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
Bransoletki 1 nad wynikami - reklama
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens