Handballowe zeszyty - apsek
AMH 1
Liga Mistrzów
A A A
LM: Vive wciąż bez wyjazdowej wygranej - PSG za silne (wideo)
05.11.2017 18:45 Źródło: inf. własna/VIVIE
komentarzy 2

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce nadal nie wygrali meczu na wyjeździe w obecnym sezonie EHF Ligi Mistrzów. Kielczanie przegrali z silnym zespołem PSG Handball 28:33. O ile w pierwszej połowie mistrzowie Polski mogą być zadowoleni ze swojej gry, o tyle w drugiej stroną dominującą byli zowodnicy z Paryża. Mimo porażki kielczanie wciąż liczą się w walce o awans do 1/8 finału.

 

Vive wciąż bez wygrane, ale wciąż z szansami na wyjście z grupy (Fot. VTK Media Team)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Zadrżały serca kieleckich kibiców, gdy już w pierwszej akcji paryżan znokautowany został Sławomir Szmal. Rzucający z lewego skrzydła w kontrataku Uwe Gensheimer ucelował naszego bramkarza prosto w twarz i Kasa potrzebował chwili przerwy, by dojść do siebie. Sławek przechodził jednak nie takie kryzysy, więc szybko otrząsnął się i grał dalej.

Gospodarze narzucili zawrotne tempo, grając już nawet nie szybkim, a błyskawicznym środkiem, przede wszystkim oddając pole do popisu Nedimowi Remili. Naszym zawodnikom ciężko było dojść do pozycji rzutowej przy twardej i szczelnej obronie 6-0 paryżan, ale udawało im się wypracowywać rzuty karne. Tylko co z tego, skoro obie siódemki wykonywane przez Karola Bieleckiego i Darko Djukicia obronił Thierry Omeyer. Choć powinno być 4:4, po sześciu minutach wynik wynosił 4:2, a za chwilę już 5:2 dla gospodarzy.

Na szczęście, wkrótce bramkę dla naszej drużyny zdobył Alex Dujshebaev, za chwilę przytomnie w obronie piłkę przechwycił Krzysztof Lijewski, podając ją daleko do Blaza Janca, który cisnął ją celnie między słupki Omeyera. Potem kolejne trafienie Janca i jeszcze jedno Mariusza Jurkiewicza dały nam w dziesiątej minucie pierwsze prowadzenie 6:5.

Spotkanie w dalszym ciągu toczyło się w bardzo szybkim tempie i rzadko kiedy drużyny miały okazję porządnie przeprowadzić atak pozycyjny. Ciekawym rozwiązaniem z naszej strony było oddanie lewego rozegrania środkowym, Mariuszowi Jurkiewiczowi i Deanowi Bombacowi, którzy na jakiś czas podmieniali grającego na swojej docelowej pozycji Urosa Zormana. Ani Michał Jurecki ani Karol Bielecki nie weszli na boisko w pierwszej połowie meczu. Najlepiej sprawował się Blaz Janc, który przez trzydzieści minut zdobył dla PGE VIVE cztery trafienia.

Przez większość pierwszej partii udawało nam się utrzymywać jednobramkowe prowadzenie. W kilku sytuacjach doskonale zachował się Sławomir Szmal, który m.in. obronił rzut obrotowego Jespera Nielsena, wykonywany przez Szweda z czystej pozycji, tuż przed nosem Kasy.

 

Po drugiej stronie, niestety jeszcze lepiej sprawował się Thierry Omeyer. W ciągu ostatnich pięciu minut przed przerwą paryżanie zdobyli cztery bramki z rzędu, a my tylko jedną, dlatego do szatni schodziliśmy przy wyniku 18:16 dla gospodarzy.

Dziwna fala niemocy, jaka ogarnęła nasz zespół pod koniec pierwszej połowy, nie zdążyła rozpłynąć się w trakcie przerwy. Tuż po wznowieniu gry dwoma trafieniami z rzędu uraczył nas Sander Sagosen, dzięki czemu paryżanie odskoczyli na 20:16. Wprawdzie za chwilę żółto-biało-niebiescy odpowiedzieli dwiema bramkami, ale widać było wyraźnie, że męczyliśmy się w ataku pozycyjnym.

Na lewej połówce tym razem zameldował się Karol Bielecki, ale tylko raz udało mu się posłać bombę do bramki Omeyera. Każda kolejna efektywna parada dodawała Francuzowi pewności, który wybudował między słupkami istną ścianę płaczu. Nasi zawodnicy non stop prezentowali rywalom łatwe zdobycze bramkowe, tracąc piłkę w ataku lub obijając różne części ciała Omeyera, co prowadziło do błyskawicznych kontrataków. W czterdziestej siódmej minucie przegrywaliśmy już 21:30.

Jakieś przebłyski nadziei na poprawę rezultatu dawały chwilowe zrywy kielczan i dobre interwencje Sławka Szmala, który m.in. niesamowicie widowiskowo powstrzymał pędzącego w kontrze Edouarda Kempfa czy kilkakrotnie zawisającego wysoko ponad naszą defensywą Lukę Stepancicia.

 

Coś w naszym ataku jednak się zacięło. Nie funkcjonowała nawet dopracowana do granic perfekcjonizmu współpraca Urosa Zormana z Julenem Aginagalde. Wreszcie, Hiszpana „upolował” na kole Manuel Strlek, dzięki czemu pod koniec spotkania nasz obrotowy zdobył swoje trzecie trafienie w tym meczu. Było już jednak 32:25 dla PSG.

Na ostatniej prostej wynik na naszą korzyść poprawił Alex Dujshebaev, który trzykrotnie z rzędu umieszczał piłkę w bramce rywali i ostatecznie przegraliśmy w Paryżu 28:33. Po sześciu meczach pozostajemy więc z czterema punktami na szóstym miejscu grupy B Ligi Mistrzów.

 

[wideo] EHF TV: zatrzymał Vive i trafił do siódemki 6. kolejki LM - Omeyer wciąż w fomie!

 

 

Powiedzieli po meczu:

Talant Dujszebajew (trener PGE Vive Kielce): Jak zwykle powtarzam, że mecz trwa sześćdziesiąt minut i nie ważne, jak go zaczniesz, ważne, jak go skończysz. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, ale nie wykorzystaliśmy stuprocentowych szans. Ze dwie, trzy zgubione piłki pozwoliły Paryżowi prowadzić do przerwy dwoma trafieniami. W drugiej połowie walczyliśmy, dwa, trzy razy łapaliśmy piłkę, by wybiegać do kontry, ale nie wyszło.

 

W pierwszej połowie źle graliśmy w obronie i byliśmy zbyt niecierpliwi w ataku. Mieliśmy szczęście, że udało nam się schodzić do szatni, prowadząc dwiema bramkami.
Zvonimir Serdarusić (trener PSG Handball)
Nie wiem, czy to brak koncentracji czy po prostu te dwie, trzy złe sytuacje, które nakręciły rywala i pozwoliły mu wygrać mecz. Michał Jurecki jest przeziębiony, już na rozgrzewce nie mógł biegać, ma to samo, co było u Deana Bombaca trzy dni temu. Bardzo dziękuję Krzyśkowi Lijewskiemu, że zagrał. On też miał dziś problemy, ale pokazał charakter i grał do końca. Oczywiście, nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, ale patrzmy na pozytywy. Musimy w kolejnym meczu zagrać tak, jak w ciągu tych trzydziestu czy czterdziestu minut, tylko trochę więcej.

Krzysztof Lijewski (PGE Vive Kielce): W pierwszej połowie graliśmy fajnie w obronie, staraliśmy się wybić paryżan z rytmu i szybko pchać piłkę do przodu, by rzucać łatwe bramki i nawet nam się to udawało, bo prowadziliśmy dwoma, trzema trafieniami. Niestety rywale szybko zareagowali, graliśmy bramka za bramkę i to oni schodzili przy prowadzeniu na przerwę. Niestety w drugiej połowie szybko odskoczyli po naszych błędach technicznych w ataku i niewykorzystywanych sytuacjach rzutowych.

 

Szybko biegali do przodu i rzucali łatwe bramki, wypracowali bezpieczną przewagę i do końca kontrolowali wynik. My mieliśmy problemy w ofensywie, nasza obrona nie była już tak szczelna i rywale zasłużenie wygrali. Swoje zrobił też Omeyer. To bramkarz klasy światowej i zawsze trzeba mieć na uwadze, że w takim meczu odbije kilka piłek. Dzisiaj odbił więcej niż kilka i na pewno był jednym z ojców zwycięstwa PSG.

 

Paryżanie złapali wiatr w żagle już chyba pod koniec pierwszej połowy i to na pewno pomogło im jeszcze bardziej uwierzyć w siebie, a nas troszeczkę zastopowało. Niestety, po raz kolejny nie udało nam się wygrać na wyjeździe i to bardzo boli, bo sytuacja w grupie nie jest zbyt ciekawa. Już nie jest wesoło, trzeba rzucić największe siły, jakie mamy, na kolejny mecz w Aalborgu.

Blaz Janc (PGE Vive Kielce):
Pierwszą połowę zagraliśmy na wysokim poziomie. Nie wiem, dlaczego w drugiej zagraliśmy tak słabo. Nie szło nam zupełnie w ataku, w obronie było wręcz katastrofalnie. Theirry Omeyer odbił dzisiaj dużo piłek. W pierwszej połowie może nie był jeszcze rewelacyjny, ale w drugiej bronił niemal wszystko. To pewnie jedna z przyczyn naszej porażki.

 

Cieszę się, że dziś nieźle zagrałem, ale cieszyłbym się dużo bardziej, gdybyśmy wygrali. To sport drużynowy, jesteśmy zespołem i to się liczy. Michał Jurecki jest bardzo ważną jego częścią, dziś go zabrakło. Według mnie, Mariusz radził sobie na jego pozycji bardzo dobrze. To, co nam pozostaje, to iść naprzód. Następny mecz będzie niesamowicie istotny. Najpierw musimy wygrać w polskiej lidze, a następnie zapomnieć zupełnie o tym, co się dzisiaj stało i wygrać w Aalborgu.

Zvonimir Serdarusić (trener PSG Handball):
W pierwszej połowie źle graliśmy w obronie i byliśmy zbyt niecierpliwi w ataku. Mieliśmy szczęście, że udało nam się schodzić do szatni, prowadząc dwiema bramkami. Wszystko zmieniło się w drugiej połowie. Przede wszystkim mieliśmy bardziej zwartą defensywę i byliśmy bardziej zdeterminowani.

Nikola Karabatić (PSG Handball): Spodziewaliśmy się tak ciężkiej walki, w której kluczowa okaże się nasza defensywa. W pierwszej połowie trzymaliśmy się w grze dzięki naszej postawie w ataku. Później, poprawiliśmy się w obronie, byliśmy bardziej agresywni i wygrywaliśmy starcia jeden na jeden, które wcześniej nam nie wychodziły. To pozwoliło nam objąć wyższe prowadzenie.

 

Paris Saint-Germain HB - PGE VIVE Kielce 33:28 (18:16) [wideo - cały mecz]

 

PSG: Omeyer, Corrales - Remili 7, N.Karabatić 5, Genheimer 5, Sagosen 4, Konkoud 4, Hansen 3, Mollgaard 2, Nielsen 2, Kempf 1, L.Karabatić, Stepancic, Nahi, Damjanović

Vive: Szmal, Wałach - Dujszebajew 5, Janc 4, Bielecki 3, Jurkiewicz 3, Aguinagalde 3, Zorman 2, Strlek 2, Lijewski 1, Bombac 1, Djukić 1, Mamić 1, Kus, Jurecki

 

Źródło: PGE Vive Kielce (kielcehandball.pl), EHF (ehfcl.com)

  Handballowe_koszulki_640_2
oceń + 1 (1 głosów)
 
podziel się artykułem
2
Zmiany
KL | *.pl | 06.11.2017 07:19
Niech dalej grają emerytami, to takie będą wyniki. Młody, zdolny Mamić na ławce, lub w obronie, a emeryci w grze.
przyczyna regresu
AK | *.pl | 09.11.2017 14:19
Chyba widać gołym okiem,że trener nie zna się na sporcie.To był niezły gracz-ale taki poziom wymaga innego fachowca.Węgrzy szybko poznali się na poziomie wiedzy -Bertus przedłużył kontrakt na pięć lat!
Tkaczyk - aurtobiografia
Box_Erima_Nowa_Po wynikami
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens