KOszulki 2
AMH 2
Liga Mistrzów
A A A
LM: remis Vive z Flensburgiem - remis last minute (wideo)
08.10.2017 21:01 Źródło: inf. własna/PGE Vive Kielce
komentarzy 0

Prowadząc przez zdecydowaną większość spotkania, wydawało się, że nic nie odbierze kielczanom zwycięstwa. Pod koniec drugiej połowy gopsodarze pozwolili gościom na zbyt wiele i rzutem na taśmę, remis 25:25 dla niemieckiego zespołu wywalczył Marius Steinhauser. W spotkaniu nie wystąpił najskuteczniejszy zawodnik gości, Rasmus Lauge Schmidt, który już w Kielcach dowiedział się o narodzinach córki i wrócił do Niemiec. W szeregach VIVE ze względu na kontuzje zabrakło Filipa Ivicia oraz Deana Bombaca.

 

Vive dało sobie wydrzeć zwycięstwo w ostatnich dwóch minutach meczu (Fot. VTK MEdia Team / P.Ptak)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Vive rozpoczęło nerwowo i niedokładnie, każdą z pierwszych trzech akcji ataku pozycyjnego kończąc bez zdobycia bramki. Goście wykorzystali pierwsze dwie okazje do popisu niesamowicie szybkimi kontrami i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Za trzecim razem na drodze między słupki piłce rzuconej przez Kentina Mahe stanął Sławomir Szmal. Rozpoczęła się gonitwa w szalonym tempie, a kibice wykręcali szyje raz w lewo, raz w prawo, próbując nadążyć za kierunkiem ataku. Za sprawą Urosa Zormana i Michała Jureckiego natychmiast gospodarze dogonili zawodników Flensburga na 2:2.

W obronie miejscowi rozpoczęli od formacji 5-1 z wysuniętym na "jedynce” Blazem Jancem. Słoweniec próbował utrudniać rozgrywanie piłki gościom, wychodząc wysoko pod Kentina Mahe, Simona Jeppsona i Holgera Glandorfa. Po piętnastu minutach w tym zadaniu zastąpił go Mateusz Jachlewski. Na boisko weszli także Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski, Mariusz Jurkiewicz i Darko Djukić. Obu zespołom zdobywanie bramek szło jak po grudzie i po niemal dwudziestu minutach niemiecka drużyna prowadziła zaledwie 6:5. Wtedy jednak bardzo solidne wsparcie zespołowi dał Szmal, a Krzysztof Lijewski trafił dwa razy z rzędu, w tym raz do pustej bramki. Za chwilę kolejne "oczko" z rzutu karnego dołożył Karol Bielecki i przy stanie 8:6 trener Flensburga, Maik Machulla poprosił o czas.

Po powrocie zawodników na parkiet tempo zdobywania bramek spadło jeszcze bardziej. W ciągu pięciu kolejnych minut każdy z zespołów zdobył po jednym trafieniu i tym razem to trener Talant Dujszebajew poprosił o przerwę. Bardzo dobrze sprawowali się bramkarze, ale wiele akcji nie kończyło się pomyślnie przez błędy własne obu stron. Ciekawym posunięciem Flensburga było wycofanie Mattiasa Anderssona spomiędzy słupków bez osłabienia, by grać siedmioma zawodnikami w polu. Odniosło to pozytywny skutek, bo goście zdobyli trzy ostanie bramki pierwszej połowy. Do szatni zespoły schodziły przy bardzo niskim wyniku 10:10.

Po przerwie gra znów toczyła się w szalonym tempie. Zdecydowanie lepiej odnaleźli się w niej kielczanie, w ciągu pierwszych ośmiu minut zdobywając sześć bramek przy tylko jednym trafieniu Flensburga. Ogromna w tym zasługa Szmala, który odbijał piłki jak natchniony, nawet w sytuacjach sam na sam z kontratakującymi zawodnikami gospodarzy.

 

[wideo] EHF TV: znakomita obrona Szmala i... bramka dla gospodarzy!

 

 

Machulla przekombinował, znów wpuszczając w pole gry do ataku aż siedmiu zawodników. Tym razem nie przynosiło to żadnych efektów. Po dziesięciu minutach Vive prowadziło już 17:13.

Na "jedynce” harował w obronie Alex Dujshebajew, którego pod koniec "pierwszej zmiany” zastąpił Blaz Janc, a następnie Mateusz Jachlewski. W dalszym ciągu świetnie sprawował się "Kasa", który odważnie wychodził nawet na połowę boiska, by przechwytywać wyrzucane przez Flensburg do kontry piłki. W drużynie gości uruchomił się w ataku Holger Glandorf. Niemiecki rozgrywający, który do około czterdziestej piątej minuty meczu nie zdobył ani jednej bramki, w ciągu zaledwie kilku minut trzykrotnie umieścił piłkę między słupkami kieleckiego zespołu.

Gospodarze popełniali coraz więcej błędów w defensywie, za które sędziowie karali ich dyktowanymi dla żółto-biało-niebieskich rzutami karnymi. W drugiej połowie zdobyli z tego elementu aż sześć bramek (z czego pięć Karol Bielecki i jedną Darko Djukić). Pod koniec spotkania kieleccy zawodnicy stracili rezon, pozwalając Flensburgowi na trzy bramki z rzędu, przez co rywale zbliżyli się na jedno zaledwie trafienie (25:24).

Mając piłkę w ataku pozycyjnym kielczanom nie udało się pokonać Mattiasa Anderssona i na osiem sekund przed końcem meczu Maik Machulla wziął czas dla swojego zespołu. W ostatniej akcji gości do rzutu wyskoczył Holger Glandorf, ale widowiskowo zatrzymał go Sławek Szmal. Hala Legionów ryknęła zgodnym okrzykiem triumfu!

Wydawało się, że Vive obroniło to zwycięstwo. Niestety, piłka w błyskawicznym tempie została zebrana przez Mariusa Steinhausera, który w ostatnim momencie dał swojemu zespołowi remis 25:25. Oba zespoły musiały zadowolić się podziałem punktów.

 

 

Powiedzieli po meczu:

 

Talant Dujszebajew (trener PGE Vive Kielce): Gratuluję moim zawodnikom, a także rywalom. Walczyli do ostatnich sekund i nawet w momencie, gdy przegrywali sześcioma bramkami, nie stracili wiary w siebie. Nie mogę być w pełni zadowolony, gdy remisujemy mecz po takim przebiegu spotkania i wypracowaniu takiej przewagi, ale jestem bardzo zadowolony z obrony, jaką postawiliśmy. Graliśmy bardzo agresywnie, ale w końcówce chyba zabrakło nam zimnej krwi. Nie wygraliśmy, ale wciąż walczymy!

Marko Mamić (PGE Vive Kielce): Gratuluję Flensburgowi, grali bardzo dobrze, a to było bardzo trudne spotkanie. My też graliśmy dobrze, udało nam się wypracować sześciobramkową przewagę, ale w końcówce straciliśmy koncentrację. Nie przegraliśmy meczu, ale straciliśmy punkt. Mieliśmy bardzo dobrą obronę, ale zawsze możemy mieć lepszą. W ostatnich dziesięciu minutach straciliśmy zbyt wiele piłek i stąd ta strata punktu.

Michał Jurecki (PGE Vive Kielce): Rozegraliśmy bardzo dobry mecz, bo przez większość czasu graliśmy naprawdę nieźle. Pierwsza połowa niezwykle wyrównana, w drugiej udało nam się odskoczyć na kilka bramek, wszystko wyglądało dobrze, ale w końcówce Flensburg załapał trochę zimnej krwi i poszła lawina z ich strony. Nagle zdobyli trzy, cztery bramki szybko z kontry, odrobili najpierw jedną bramkę, potem kolejną i tak powoli zmniejszali straty. W końcówce mieli więcej szczęścia, Sławek obronił piłkę, która wpadła prosto w ręce skrzydłowego. Dla nich ten remis jest zwycięski, dla nas tylko tak troszkę. Możemy być zadowoleni z tego meczu, bo pokazaliśmy dobry handball, w końcówce po prostu nam nie wyszło. Nie jestem juniorem, by cieszyć się ze zwycięstwa jeszcze zanim zakończy się mecz, wiedziałem, ze gramy w Lidze Mistrzów z Flensburgiem i do końca musimy być skoncentrowani, troszeczkę zabrakło nam zimnej krwi.
 

Rozegraliśmy znakomity mecz w obronie, przede wszystkim było widać ogromną walkę w całej drużynie. Przez dłuższy okres drugiej połowy dominowaliśmy, ale wiedzieliśmy też, jak drużyna Flensburga jest przygotowana do tego meczu.
Sławomir Szmal (PGE Vive Kielce)
Sławomir Szmal (PGE Vive Kielce): Broń Panie Boże, nigdy nie powiedziałbym o tym meczu, że koledzy z pola zawiedli. Rozegraliśmy znakomity mecz w obronie, przede wszystkim było widać ogromną walkę w całej drużynie. Przez dłuższy okres drugiej połowy dominowaliśmy, ale wiedzieliśmy też, jak drużyna Flensburga jest przygotowana do tego meczu. Jak pokazały poprzednie ich spotkania, oni zawsze grają do ostatniej minuty. Przez ostatnie dziesięć my mieliśmy problemy, by zdobyć bramkę. Dzisiaj nie uśmiechnęło się do nas szczęście, odbita piłka wpadła prosto w ich ręce i dobijali niemal do pustej bramki. Gdybym złapał jedną piłkę więcej, to byśmy wygrali i byśmy byli wszyscy zadowoleni.

Maik Machulla (trener Flensburg Handewitt): Oczywiście, jestem bardzo zadowolony z tego jednego punktu w Kielcach. To był bardzo ciężki mecz! W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, a schodziliśmy do szatni przy wyniku jedynie 10:10. Wydaje mi się, że wtedy zasługiwaliśmy na trochę więcej, ale nie wykorzystywaliśmy stuprocentowych sytuacji, dlatego wynik był tak niski. Kielce prezentowały się naprawdę imponująco w obronie, dlatego zdecydowaliśmy się na wpuszczenie siedmiu zawodników w pole gry. Niemniej, Sławomir Szmal w bramce był rewelacyjny, a my znowu pudłowaliśmy i bardzo trudno było nam wrócić po takiej stracie, w takiej hali, przy takiej atmosferze i przeciwko takiemu zespołowi. Ale zrobiliśmy to i bardzo się z tego cieszymy! Mieliśmy bardzo dużo szczęścia!

Simon Jeppson (Flensburg Handewitt): Nie mam do powiedzenia aż tyle, co Maik (śmiech). Dobrze nam wyszła gra siedmiu na sześciu, udało nam się w tej przewadze rzucić kilka bramek, ale generalnie zbyt często pudłowaliśmy. Szmal był niesamowity w bramce, ale my walczyliśmy przez sześćdziesiąt minut. Naprawdę ciężko było wrócić do gry po tej sześciobramkowej stracie w takiej hali jak ta. Ale zrobiliśmy to! W końcówce zdobyliśmy dziwną bramkę, ale cóż, bramka to bramka i bardzo się cieszymy.

 

PGE Vive Kielce - Flensburg-Handewitt 25:25 (10:10) [wideo - cały mecz]

Vive: Szmal, Wałach – Jurecki 3, Bis, Dujshebaev 3, Kus, Aginagalde, Bielecki 6, Jachlewski 1, Strlek 1, Janc 4, Lijewski 3, Jurkiewicz, Zorman 1, Mamić 1, Djukić 2

Flensburg: Andersson, Lind – Karlsson, Glandorf 3, Mogensen 2, Svan, Wanne 3, Jeppsson 3, Steinhauser 5, Heinl 1, Zachariassen 3, Toft Hansen 1, Mahe 3, Röd 1

 

Źródło: PGE Vive Kielce (kielcehandball.pl), EHF (ehfcl.com)

  Handballowe_koszulki_640_2
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Tkaczyk - aurtobiografia
Box_Erima_Nowa_Po wynikami
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens