Handballowe zeszyty - apsek
Kadra żeńska
A A A
Polska lepsza od Rumunii - wynik poszedł w świat (analiza meczu)
24.11.2017 21:41 Źródło: inf. własna
komentarzy 0

Polskie piłkarki ręczne sprawiły nie lada sensację, wygrywając w pierwszym meczu o Puchar Karpat z Rumunią 27:21. Znakomita pierwsza połowa,  kryzys w trzecim kwadransie gry i bardzo mądrze rozegrane ostatnie 15 minut meczu. To wszystko sprawiło, że faworyt musiał przełknąć gorycz porażki.
 

Polki pewnie wygrały z Rumunią w meczu o Puchar Karpat (Fot. archiwum)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Co wpłynęło na taki niespodziewany wynik? Postaramy się to przeanalizować!
 

I ) połowa


Reprezentacja Polski wybiegła na spotkanie w chyba swoim najmocniejszym zestawieniu kadrowym. Obok skrzydłowych Grzyb i Janiszewskiej oraz kołowej Drabik, trener L. Krowicki desygnował do gry również trio rozgrywających: Kudłacz-Gloc, Achruk i Kobylińska.


Choć można się spierać, czy najlepszą Polską bramkarką jest obecnie A.Płaczek czy W. Gawlik, to trzeba przyznać, że wybór tej pierwszej jako rozpoczynającej mecz w bramce naszej kadry był dobrym posunięciem selekcjonera.
To właśnie udane interwencje byłej goalkiperki Pogoni Szczecin (m. in. obroniony rzut karny Neagu) oraz twarda defensywa i skuteczna gra w ataku sprawiły, że to nieco ponad kwadransie spotkania (17 minuta) Polki prowadziły już 10:6.

 

Mimo iż w tym momencie meczu reprezentacja Polski nie była w żadnym wypadku w tarapatach, to trener Krowicki zdecydował się poprosić o przerwę na żądanie, która miała na celu przedstawienie zespołowi założeń gry na pozostałą część pierwszej połowy spotkania. 


Polki wznowiły spotkanie w nieco odmienionym składzie i ustawieniu, co jak się okazało, miało decydujący wpływ na koncepcję gry szczególnie w obronie. Nasza kapitan – Karolina Kudłacz-Gloc została nie tylko przesunięta na środek ataku, ale dostała również indywidualne zadanie w obronie, polegające na wyłączeniu z gry głównej strzelby drużyny rumuńskiej – Christiny Neagu.
 

Oprócz tego na boisku pojawiły się zmienniczki w postaciach: Szarawagi, Zawistowskiej, Kozłowskiej oraz Zych, które spisały się bardzo dobrze. Wspomniane odcięcie od piłki Neagu było kluczowym posunięciem pierwszej odsłony spotkania, bo od tego momentu rywalki zupełnie straciły w ataku rezon. 
 

Rumunki za wszelką cenę starały się „uwolnić” Neagu od krycia Kudłacz-Gloc za pomocą zasłon bez piłki, co doprowadziło przynajmniej do 5-6 błędów technicznych i w konsekwencji kilku „łatwych” bramek polskiego zespołu.

 

W związku z powyższą zmianą systemu obrony z 6:0 na 5+1 oraz faktem, że zmienniczki doskonale wprowadziły się w mecz (każda zawodniczka, które weszła na boisko po przerwie na żądanie zdobyła bramkę, łącznie z Roszak, która grała tylko ostatnie 5 minut) Polki zdołały powiększyć swoją przewagę na półmetku spotkania do 8 trafień. Do przerwy na tablicy wyników widniał wynik 18:10 na korzyść naszego zespołu.
 

II) Połowa
 

Do najistotniejszych zmian na początku drugiej połowy, w stosunku do tego co widzieliśmy na parkiecie w pierwszych 30 minutach spotkania, zaliczyć należy powrót do systemu obrony 6:0 (mimo obecności na boisku Neagu ) oraz zmianę w bramce reprezentacji Polski z Płaczek na Gawlik. Rumunki wyszły z szatni wyraźnie podrażnione i zmotywowane, wskutek czego po wykończeniu kontrataku ze skrzydła przez jedną z ich zawodniczek, w 39 minucie spotkania  Polki prowadziły już „tylko” 20:18.


Okres spotkania między 30 a 40 minutą meczu to bardzo dobra dyspozycja strzelecka Neagu oraz sporo dograń do bardzo mocnej fizycznie obrotowej rumuńskiej z którą wyraźnie nie radziła sobie nasza defensywa. To z kolei niestety zazwyczaj skutkowało straconymi bramkami lub decyzją sędziów o rzucie karnym dla rywalek, a w skrajnych przypadkach nawet karą 2-minutowego wykluczenia.


Jeśli dodać do tego chaotyczną grę w ataku (błędy techniczne i rzuty z nieprzygotowanych pozycji) oraz niezbyt udane wejście w mecz W.Gawlik (trochę potrwało zanim bramkarka Perły Lublin pierwszy raz obroniła piłkę) to lista powodów, dla których Rumunkom udało się w dużej mierze zniwelować straty do Polek, jest niemal kompletna.
Niemal, bo należy zwrócić również uwagę na większą aktywność Rumunek w obronie, która przejawiała się szczególnie mocnym wyjściem zawodniczek broniących na tzw. „dwójkach” (tak określa się w nazewnictwie zawodniczki broniące vis a vis bocznych rozgrywających),przez co konstruowanie akcji w ataku pozycyjnym sprawiało Polkom o wiele więcej problemów niż przed przerwą.


Kolejne 10 minut drugiej połowy (40-50 minuta meczu) to spora nieskuteczność z obu stron i bardzo dobra gra bramkarek (szczególnie W.Gawlik, która tak jak swoja poprzedniczka m.in. również obroniła rzut karny Neagu). Mimo kary dwuminutowej, Polkom udaje się wygrać ten fragment meczu 2:0, w związku z czym mniej więcej w 50 minucie Polki znów prowadzą 22-18.


W końcowym fragmencie spotkania ekipa trenera Krowickiego jeszcze powiększa swoje prowadzenie (trafia znów wprowadzona na stosunkowo krótko Roszak), dzięki czemu pewnie wygrywamy mecz 27 do 21 i z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość


Organizacja gry w obronie


Obie ekipy zaczęły spotkanie w klasycznym ustawieniu 6:0. Można powiedzieć, że zarówno Polki, jak i Rumunki pokazały nam nie tylko jak należy grać takim systemie, ale również jak…. nie należy grać.


Polki grały agresywnie, wychodząc do dysponujących sporym potencjałem rzutowych bocznych rozgrywających Rumunek głównie w pierwszym kwadransie spotkania, Rumunki odpłaciły się im takim postępowaniem zaraz po przerwie.  Z kolei Rumunki grały bardzo pasywny wariant obrony 6:0 w początkowej fazie meczu,  w związku z czym nasze rozgrywające z łatwością dochodziły dyspozycji rzutowych.


Polki popełniały błędy Rumunek z pierwszej połowy zaraz po przerwie, co pozwoliło Rumunkom zmniejszyć przewagę . Należy jednak docenić dobre momenty gry w obronie obu ekip, bo były one przykładem nowoczesnej obrony 6:0 przy założeniu, że przeciwnik dysponuje „armatami” raczej w bocznych sektorach rozegrania niż na środku.


Podwyższanie pod boczne rozgrywające przy jednoczesnym odcinaniu skrzydłowych od podań przez swoich obrońców zmuszało boczne rozgrywające do akcji indywidualnych oraz do atakowania z kozłem. Widoczne momentami była również koncepcja, która zakładała, że zawodniczki broniące w bocznych sektorach (na „dwójkach” Neagu, Kudłacz-Gloc”) z premedytacją atakują  środkową rozgrywającą w momencie, gdy ta otrzymuje podanie od przeciwnej bocznej rozgrywającej.

 

Mimo iż takim działaniem teoretycznie zostawiały skrzydłową po swojej stronie w sytuacji 1:2, to w myśl jednej z defensywnych zasad „robić przewagą po stronie piłki”, jest to dobra droga do dezorganizacji gry przeciwnika (zaburzenie płynności gry przez faul i wybijanie z rytmu) i przechwytu. Z negatywów, oprócz momentami pasywnej gry w ustawieniu 6:0, w oczy rzuciły się również problemy z grą przeciw kołowym, szczególnie w kontekście obejścia zasłon i przekazania.
 

Tak się składa, że obie ekipy stosowały również obronę 5+1. Polki, konkretnie Kudłacz-Gloc, wyłączały z ten  sposób z gry w pierwszej połowie Neagu, a Rumunki krótko próbowały takiego ustawienia w drugie połowie przeciw naszej pani kapitan. O ile ciężko ocenić czy wspomniany system obrony jest mocną stroną Rumunek (stosowały do bodajże przez 2 akcje),  o tyle wygląda na to, że Polki sumiennie przygotowywały się do takiego rozwiązania.
 

To właśnie ten system obrony (między 17 a 30 minutą spotkania) miał decydujący wpływ na zbudowanie przez Polki 8 bramkowej przewagi. Rumunki bez aktywnego udziału swojej głównej gwiazdy w procesie konstruowania akcji ofensywnych, wyglądały momentami bezradnie.


Nasze rywalki próbując uwolnić Neagu spod opieki Kudłacz straciły w drugim kwadransie pierwszej połowy  5-6 piłek, co miało bezpośrednie przełożenie na poprawienie dorobku bramkowego Polek we wspomnianym okresie
 

Rozwiązywanie przewagi liczebnej:
 

W tym meczu Polki zastosowały również 2 rozwiązania przewagi liczebnej
 

1)    Pierwsze z nich pozwolę sobie nazwać „fałszywym wyprowadzeniem kołowej”. Początek akcji jest taki sam, jak przy 1) wariancie gry umownej Rumunii opisywanym nieco wyżej, ale środkowa w rzeczywistości nie wyprowadza kołowej, tylko robi „krzyżówkę” z piłką z lewo rozgrywającą i zajmuje pozycję na skrzydłowej po lewej stronie ( z perspektywy ataku). Jednocześnie kołowa przebiega bez piłki w prawy sektor boiska i zajmuje pozycję między 2 i 3 obrońcą z prawej strony. Następnie lewo-rozgrywająca po krzyżówce atakuje bramkę oddając rzut, podaje do którejś z zawodniczek ustawionych na obrocie (ma dwie do wyboru), albo przerzuca piłkę w tempo do prawo rozgrywającej i zawodniczki próbują rozwiązać sytuację 2:1 po prawej stronie.

2) Idea podobna jak w punkcie pierwszym, ale na boisku w jednym momencie były obie nasze kołowe - Szarawaga i Drabik). Wspomniane zawodniczki już przed rozpoczęciem akcji ustawiły się na obrocie - jedna na skrzydłowej po lewej stronie (z perspektywy ataku), a druga między 2 i 3 obrońcą z prawej strony. Oprócz tego na boisku były 2 rozgrywające i 2 skrzydłowe. Po otrzymaniu piłki od lewo-skrzydłowej, lewo –rozgrywająca atakuje bramkę oddając rzut, podaje do którejś z zawodniczek ustawionych na obrocie (ma dwie do wyboru), albo przerzuca piłkę w tempo do prawo rozgrywającej i zawodniczki próbują rozwiązać sytuację 2:1 po prawej stronie.
 

Organizacja gry w ataku w osłabieniu
 

W przypadku otrzymania 2-minutowej kary obie ekipy próbowały (w momencie posiadania piłki) równoważyć siły, wprowadzając tymczasowo szóstą zawodniczkę do pola zamiast bramkarki.
 

Następnie próbowano zastosować którąś z akcji umownych, przy założeniu, że w akcji tylko pozornie bierze udział skrzydłowa znajdująca się w danej połowie meczu bliżej ławki rezerwowych, bo to ona w końcowej fazie akcji lub po stracie piłki/ oddaniu rzutu musi mieć jak najkrótszą drogę do ławki. Drogę tą musi pokonać błyskawicznie aby dokonać zmiany hokejowej i ułatwić bramkarce ponowne zajęcie pozycji w bramce. Polki raz (w pierwszej połowie) zdobyły gola rzucając do pustej bramki, Rumunkom to się nie udało.
 

Co ciekawe, obaj trenerzy spróbowali również wariantu wycofania bramkarki a w momencie kiedy układ sił na boisku był wyrównany. Taka decyzja miała przynieść drużynom przewagę liczebną 7:6 w ataku pozycyjnym, przy jednoczesnym postawieniu własnej bramki bez opieki. Do pustej bramki znów nikt celnie nie rzucił, ale pokerowa

zagrywka przyniosła o wiele więcej korzyści Polkom.


Trener Leszek Krowicki przygotowała wariant z wyprowadzenie koła, który podczas jednej z poprzednich imprez prezentowały już Holenderki. Pozycja wyjściowa to ustawienie obrotowych w okolicach obrońców na pozycji „dwójek” (dla przypomnienia są to obrońcy vis a vis bocznych rozgrywających).


Następnie środkowa wyprowadza obrotową ustawioną po lewej stronie z perspektywy ataku. Po otrzymaniu piłki kołowa wykonuje zazwyczaj 1-2 kozły ,podaje do przeciwległej rozgrywającej i zajmuje miejsce na obrocie po stronie rozgrywającej do której podała. W tym czasie druga obrotowa zmienia pozycje bez piłki z prawego sektora boiska na lewy.
 

Jednocześnie boczna rozgrywająca, która znajdowała się pierwotnie po stronie pozycji wyjściowej zawodniczki obrotowej, która została wyprowadzona,  przesuwa się po łuku na środek rozegrania, otrzymuje piłkę od bocznej rozgrywającej, podanie powrotne do prawo rozgrywającej i następuje wyrobienie pozycji prawo-skrzydłowej przy wykorzystaniu zasłony obrotowej. Tak wyprowadziliśmy na rzut Janiszewską, ale bramki nie zdobyła.
 

W innej akcji, w takim samym ustawieniu udało nam się zdobyć bramkę, więc widać, że wariant był ćwiczony. Ponieważ wspomniane akcje miały miejsce w drugiej połowie, kiedy to bliżej ławki była nasza lewo-skrzydłowa, to właśnie zawodniczka grająca na tej pozycji dokonywała zmiany z bramkarką po oddaniu rzutu przez naszą drużyną.
 

Trener Rumunek – Ambros również próbował rozwiązania 7:6, ale próby te nie przyniosły jego drużynie zamierzonego skutku w postaci bramek. Warto też zauważyć, że o ile Polki przeprowadziły wyżej wymienione akcje z  pobudek czysto szkoleniowych, bo miały stosunkowo bezpieczna przewagę, o tyle działanie opiekuna Rumunek było swego rodzaju desperacją. Kto by pomyślał, że tydzień przed MŚ nasza kadra będzie dosłownie ćwiczyć sobie zagrywki na Rumunkach ;)
 

Jak mówią "pierwsza jaskółka wiosny nie czyni”, ale naprawdę możemy być zadowoleni z postawy polskiej drużyny. Dobrze lub poprawnie zagrały praktycznie wszystkie formacje, a do tego kolektywnie, jako defensywa pozwoliliśmy Rumunkom zdobyć na ich terenie tylko 21 bramek. Warto  zauważyć również dwa istotne fakty:


1)    Trener zmienił ustawienie w defensywie w połowie meczu, mimo iż funkcjonowało ono w pierwszej połowie wyśmienicie. Wybrał dobro nadrzędne, czyli bardziej zależało mu na dokończenie procesu selekcji i daniu szansy na zaprezentowanie swojej gry wszystkim zawodniczkom, niż na wysokim zwycięstwie nad Rumunią. Kto wie – może jakbyśmy dalej odcinali Neagu to wygralibyśmy ten mecz 15 bramkami, tylko po co?

2)    Mimo kryzysu między 30 a 40 minutą Polki wytrzymały presję i ostatecznie spokojnie wygrały. Powiedzmy to głośno: Ograliśmy Rumunki na ich terenie rotując składem na wszystkie możliwe sposoby – Brawo.
 

Jakub Ignaszewski

oceń + 7 (7 głosów)
 
podziel się artykułem
0
akademia_300_369
Bransoletki 1 nad wynikami - reklama
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens