KOszulki 2
AMH 2
MŚ Niemcy 2017 (K)
A A A
MŚ 2017: Polska przegrała z Węgrami - koniec marzeń o awansie
07.12.2017 15:29 Źródło: inf. własna
komentarzy 5

Polskie piłkarki ręczne nie zagrają w 1/8 finału MŚ w Niemczech. W decydującym spotkaniu grupowym nasza reprezentacja przegrała z Węgrami 28:31 i powalczy tylko o Puchar Prezydenta, czyli o miejsca 17-20 w mundialu.

 

Polska zmierzyła się w decydującym meczu z Węgrami (fot. Wojciech Szubartowski)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

 -To będzie wojna – zapowiadał Kim Rasmussen. O tym, że nie były to tylko przechwałki, niech świadczy fakt, że na pierwszą przedmeczową rozgrzewkę  Węgierki wybiegły na ponad 100 minut przed rozpoczęciem spotkania. Z pewnością warto wspomnieć, że obaj selekcjonerzy zdecydowali się na drobne roszady w składzie. Zita Szucsanszki, doświadczona rozgrywająca FTC Budapest, zastąpiła Gabriellę Toth, Monika Michałów z kolei zmieniła Joannę Kozłowską. 


Biało-czerwone miały dużo więcej do stracenia.  Ewentualna przegrana pozbawiała je w praktyce szans na awans do 1/8 finału, Madziarki natomiast w przypadku niepowodzenia mogłyby jeszcze  uratować się w piątek, wygrywając z Czeszkami.  Wszystko oczywiście przy założeniu, że w czwartkowy wieczór Norwegia upora się z naszymi sąsiadkami z południa. 


Wyjściowy skład biało-czerwonych utworzyły: Adrianna Płaczek – Katarzyna Janiszewska, Monika Kobylińska, Kinga Achruk, Joanna Drabik, Karolina Kudłacz-Gloc i Kinga Grzyb.


Węgierki zaczęły w zestawieniu z Blanką Biro w bramce, Nadine Schatzl i Bernadett Bodi na skrzydłach, Kingą Klivinyi, Klarą Szekeresz, Anett Kisfaludy i Aniko Kovacsics. Za Szekeres tradycyjnie do ataku wchodziła kapitan Anita Gorbicz. 

 

Początkową akcję jednak miały biało-czerwone, które w 66 sekundzie po golu Achruk prowadziły 1:0. Jeszcze w tej samej minucie podwyższyła Kobylińska, pierwsze dwa ataki Madziarek były zaś nieskuteczne. Szkoda, że dwukrotnie piłka po odbiciu się od słupka czy poprzeczki wracała do rywalek. Właśnie po takiej sytuacji Gorbicz trafiła po dobitce na 2:1. Do remisu  doprowadziła po stracie naszej kapitan lewoskrzydłowa Schatzl. Popularna „Kudi” szybko powetowała sobie złe zagranie, rzucając na 3:2 i 4:3. 

 

Mecz oglądało się świetnie.  Wydawało się, że w lepszej dyspozycji jest Płaczek od jej vis a vis Biro.  Zresztą przez 10 minut bramkarka FTC ani razu nie zderzyła się z piłką.  Prowadziliśmy wtedy 6:5, tracąc gole praktycznie tylko po kapitalnych akcjach indywidualnych Gorbicz i Kovacsics. Strasznie szkoda zbyt mocnego rzutu kozłem Janiszewskiej, bo graliśmy w przewadze i warto było skorzystać z takiej okazji.

 

W kolejnym ataku Kobylińska trafiła w twarz broniącą ofiarnie Biro, dla której była to dopiero pierwsza interwencja. Pod koniec kwadransa otwarcia Węgierki wyszły na +1, wykorzystując trzeci niesfinalizowany atak przez Polki. Radość Madziarek nie trwała długo.  W 16.minucie karny Grzyb przyniósł korzystny dla nas stan 8:7 i grę w podwójnej w przewadze Polek. Nikt nie spodziewał się wtedy, że zacznie się najgorszy fragment przed zmianą stron w wykonaniu biało-czerwonych.

 

Na 8:8 wyrównała po trafieniu życia kołowa Kisfaludy, która mimo faulu przelobowała szczęśliwie Płaczek.  Niedługo potem  Asia Drabik poszła w ślady Janiszewskiej i rzucając miedzy stopami Biro trafiła po koźle w poprzeczkę. Gdy nam brakowało milimetrów, przeciwniczki zmagały się z Płaczek. W 20. minucie nastąpiła pierwsza zmiana w naszej reprezentacji. Sylwia Lisewska zastąpiła Kingę Achruk.

 

Dzięki Płaczek przegrywaliśmy wtedy tylko 8:9, ale znów nie skończyliśmy skutecznie ataku ze skrzydła. Na 8:10 podwyższyła rezerwowa Noemi Hafra. 

 

Kolejna próba poprawienia wyniku przez Polki zakończyła się źle. Karnego nie wykorzystała bowiem Achruk, szukając ryzykownego rzutu między stopami bramkarki Węgier. Lisewska zaś w swych pierwszych  dwóch próbach najpierw wysoko przestrzeliła, a potem obiła wewnętrzną krawędź słupka.

 

W rewanżu świetny slalom błyskotliwej Kovacsics przyniósł groźny stan 8:11, po którym o czas poprosił Leszek Krowicki. Byliśmy w tarapatach, ale do końca pierwszej połowy pozostawało jeszcze sporo czasu, bo ponad 300 sekund. 

 

Złą serię prawie dziewięciu minut bez gola przerwała mocnym atakiem Kobylińska. Udało się również zaliczyć trafienie po nagraniu na koło do Drabik.  Niestety, nie mieliśmy sposobu na powstrzymanie Kovacsics, która jeszcze przed zmianą stron ukąsiła nas pięciokrotnie. Wynik 11:13 był sprawiedliwy, bo stroną dominującą przed dwa kwadranse były Madziarki.


Tuż po zmianie stron na 11:14 podwyższyła pięknym rzutem w okienko Klivinyi. Po drugiej stronie boiska Kudłacz-Gloc w dwukrotnie z rzędu nie zdołała pokonać coraz lepiej dysponowanej Biro. W 33.minucie Węgierki wyszły nawet na +5, bo dwie kontry wykończyła bezbłędnie doświadczona Bodi. 

 

Co powiedzieć zatem o zbyt mocnej przerzutce Kingi Grzyb z karnego, przy stanie 12:17? Zawodziliśmy w ataku, nie mogąc dodatkowo odzyskać piłki w obronie.  Gdy w 36. minucie było 13:19, o drugą przerwę poprosił trener Krowicki. Reprymenda na niewiele się zdała, zaczynała się chyba egzekucja, bo Madziarki, którym wszystko wychodziło, w 38 minucie miały aż 7 trafień więcej od naszej drużyny. 

 

Nie miał zatem racji Rasmussen, przepowiadając,  że będzie to brzydki mecz, bo jego podopieczne grały ładnie i przede wszystkim efektywnie.  Wprowadzenie na boisko Aleksandry Zych  i Weroniki Gawlik nie odwróciło losów spotkania.  Ta pierwsza rozpoczęła od niecelnego rzutu, ta druga nie zdołała odbić nawet jednej piłki i szybko między słupki wróciła Płaczek. Akcja z 45. minuty, gdy Gorbicz wyprowadziła do kontry Kovacsicz najlepiej pokazywała, który duet rządzi na parkiecie. Na domiar złego po brutalnym ataku Anett Kisfaludy na Kudłacz-Gloc nasza  kapitan długo nie podnosiła się z boiska i w asyście noszowych opuściła plac gry. Kołowa Węgierek dostała czerwoną kartkę, ale marne to pocieszenie. 

 

Zawody były praktycznie rozstrzygnięte i pozostało już raczej walczyć tylko o honorową przegraną. A że Madziarki bawiły się swą piękną grą, nawet takie zadanie nie należało do łatwych. Tak oto drużyna, która w pierwszej kolejce spotkań zachwyciła triumfem and Szwedkami po nieco ponad tygodniu walczyć będzie jedynie o Puchar Prezydenta, czyli o miejsca 17-20 w mistrzostwa świata. Brutalne są mundiale i przypominają o zasadzie, że najważniejszą rzeczą są zwycięstwa w kluczowych meczach.

 

Dla Polek takim byłoby pokonanie Czeszek, jednak historii już nie cofniemy.  Dobrą wiadomością był tylko powrót do gry w ataku kapitan Kudłacz-Gloc, choć spodziewaliśmy się raczej na boisku kolejnych rezerwowych naszej drużyny. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że od stanu 21:29 biało-czerwone odrobiły trzy oczka, jednak ani przez sekundę Madziarki nie mogły czuć się zagrożone. Emocje w tym spotkaniu skończyły się zdecydowanie za szybko.

 

 

Polska - Węgry 28:31 (11:13)

 

Polska:  Płaczek, Gawlik –Kobylińska 3, Grzyb 4, Kudłacz-Gloc  9, Janiszewska 3, Drabik 2, Lisewska, Szarawaga, Achruk 6 , Roszak 1
 

Węgry: Biro – Zacsik 1, Schatzl 4, Szucsanszki, Kovacsics 8, Gorbicz 5, Kisfaludy 2, Klivinyi 3, Bodi 5, Szekeres 1, Mayer, Meszaros, Hafra 1, Kovacs, Lukacs 1
 

Sędziowały: V.Alpaidze i T. Biereżkina (Rosja)
 

Kary: Polska – 2 minuty, Węgry - 8 minut i czerwona kartka dla Anett Kisfaludy (45’)
 

MVP: Aniko Kovacsics

 

Z Bietigheim-Bissingen Michał Pomorski

  Handballowe_koszulki_640_2
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
5
uwagi spostrzeżenia
AK | *.pl | 07.12.2017 16:00
Czy Krowicki sam poda się do dymisji? Kiedy skończy się era zgrai cwaniaków.Co do gry to cały potencjał przesiedział na ławie,drugie to co im naopowiadał w przerwie skoro na dzień dobry dostały sześc bramek - więcej serca w obronie to wszystko i dalej nogami do linii żenada!! żenada!!
bez bloku, dramat
JURASzKATOWIC | *.pl | 07.12.2017 20:04
zero pracy w obronie, mijane 1:1 jak tyczki, tak sie nie wygra żadnego meczu... na MŚ z silnym rywalem.
Trener Krowicki
Wojtek | *.pl | 08.12.2017 06:24
Zostawcie Krowickiego w spokoju. Musi pracować z tym materiałem co ma. Jesteśmy w piłce ręcznej kobiet za słabi, żeby w Europie coś wywalczyć. Aktualnie nie zmieni tego nawet najlepszy trener na świecie!
trener Krowicki
KISS | *.pl | 08.12.2017 11:17
Czekam na rzetelną ocenę MŚ przez mędrców (Eljasza i spółki). Nie doczekam się jej, bo to amatorzy, kibice jak ci którzy wypowiadają się na forach. No i zostawcie Leszka, bo tu nie pomoże nawet prezes Kraśnicki ani Kaczyński. Nie istnieje myśl szkoleniowa w polskiej piłce ręcznej. Rasmussen i Krowicki to trenerzy zagraniczni!!! 1. Największy idiotyzm u nas to wiara w moc sprawczą trenera. Jeśli się nie pojmuje, że 90% sukcesu to chęci, inteligencja (nawet u kobiet), zawziętość(obrona), chamski charakter (tak, dziś w ręcznej to podstawa) itd, to niczego się nie rozumie. Sportowiec sam musi chcieć, sam się doskonalić. Trener tylko może pomóc. Zachęcić, zmotywować. I tyle. 2. Michał pisze, że Węgierki grały pięknie. Co to znaczy? Nie wiem. Dla mnie piękna jest potrójna wrzutka, wymyślona przez Koreanki 30 lat temu. Węgierki przede wszystkim grały bez KOZŁA, szybko, z udziałem skrzydłowych. Wystarczyło. Od lat mówię: precz z koziołkami-matołkami. A nasze panie? To drugie. 3. Kibice-komentatorzy. Tworzą fałsz. Np. że nasze bramkarki dobrze grały. Lipa. Najlepsze ok. 40% dobrych interwencji. Nasze ok. 30. Szkoda gadać. 4. Ręczna dziś to zapasy połaczone ze sprintem na 25 m. Przygotowanie fizyczne stało się podstawą. Jak u Norweżek. Nasze to sieroty. Nieprzygotowane do walki wręcz, 30 startów sprinterskich, nie mówiąc o zwinności, skoczności, rzucie z podłoża. Jedynu wyjątek to Kudłacz, ale to nie polski wyrób. SŁABIZNA, STĘCHLIZNA (szkoleniowa i w ZPRP). Amen.
wiem | *.pl | 10.12.2017 17:54
krowicki się do dymisji nie poda, winni będa wszyscy tylko nie on! najgorszy trener jakiego miała reprezentacja!! zero sukcesów a prace ma bo to kolega prezesa Andrzeja!
Tkaczyk - aurtobiografia
Box_Erima_Nowa_Po wynikami
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens