Handballowe zeszyty - apsek
AMH 2
Wywiad Tygodnia
A A A
Repelewska odchodzi z MKS-u - "nie chcę siedzieć za zasługi na ławce"
25.01.2017 17:49 Źródło: inf. własna/MKS Selgros Lublin
komentarzy 0

Kristina Repelewska odchodzi z MKS-u Selgros Lublin. Znakomita polska piłkarka ręczna, pochodząca z Białorusi, podjęła taką decyzję  w styczniu. Popularna "Krista" chce odejść do innego klubu, w którym dostanie więcej szans gry na parkiecie, bo jako zawodniczka uważa, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. O Lublinie zawsze będzie pamiętać...

 

Kristina Repelewska odchodzi z MKS-u Selgros Lublin (Fot. mat. prasowe)
Podyskutuj z Handball.pl na Facebooku - zapraszamy!

 

Ostatnio nie występowałaś na parkietach Superligi i pojawiło się wiele domysłów, co z Tobą. No to co z Tobą?


Kristina Repelewska (rozgrywająca): To jest dla mnie nowa sytuacja, gdyż zawsze byłam piłkarką od zadań specjalnych. Miałam swoją określoną rolę w drużynie, raz grałam więcej, raz mniej, raz lepiej, raz gorzej, ale łapałam się do składu i myślę, że poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodziłam.

Po przyjściu do Lublina trenera Nevena Hrupca coś się zmieniło?


- Trener był wobec mnie zawsze szczery, uczciwy i już jesienią przyznał, że chce wyraźnie stawiać na młodsze piłkarki w kontekście budowy zespołu na kolejne lata. Jestem za to mu wdzięczna, bo mogłam przygotować się mentalnie na pewne decyzje. Czekałam na swoją szansę, nie odpuszczałam, bo nie leży to w mojej naturze, ale z pewnością nie chcę przesiedzieć tego okresu mojej kariery na ławce czy na trybunach. Jest we mnie głód gry.

Rozmawiałaś o swojej sytuacji w klubie?


- Tak, wróciliśmy do rozmów w styczniu, bo chciałam wiedzieć, na czym stoję i czego mogę się spodziewać.  Trener przyznał, że nie może mi zagwarantować określonego czasu na parkiecie, zresztą ja nigdy bym tego od nikogo nie oczekiwała.

Pewne zasady obowiązują...


- Jestem profesjonalistką, sama prowadzę zajęcia sportowe i  znam zasady obowiązujące w cywilizowanych drużynach. Jeśli zawodnik zamierza ustawiać sobie trenera, powinien zmienić zawód.  To trener jest głową zespołu, a  piłkarki są ciałem.  Nigdy nie wchodziłam w kompetencje szkoleniowców, a muszę przyznać, że przed 25 lat kariery miałam ich pewnie dwudziestu. 


(...) Jaka jest zatem Twoja decyzja?


- Wystąpiłam z prośbą o polubowne rozwiązanie kontraktu, bo do 10 lutego trwa okienko transferowe i chciałabym znaleźć nowy klub. Mamy 17 zawodniczek, wszystkie palą się do gry i jeśli miałabym zabierać komuś miejsce w składzie, byłoby to nie fair. Nie chcę takiej dyskomfortowej sytuacji dla mnie samej, jak również dla trenera, który i tak musi się głowić, ile minut dać każdej z piłkarek.  Myślę, że decyzja o zmianie klubu jest w tym momencie dla mnie najrozsądniejsza. 

Naprawdę?


- Nie ma ludzi niezastąpionych, są za to niepowtarzalni.  Al Pacino, to jego słowa. Nie ucieknę w kontuzję, nie planuję przerwy macierzyńskiej, chcę jeszcze pokazać się jako czynna zawodniczka.

Działacze nie chcieli Cię zatrzymać?


- Chcieli, chcą, namawiają do pozostania, nie mam przecież z nikim konfliktu i rozmawiamy jak dorośli ludzie. Słyszę, że mogę być przydatna zespołowi w końcowej fazie sezonu, nikt mnie nie wyrzuca, nie palę też za sobą mostów. Lublin to mój dom, tu poznałam męża, tu wzięłam ślub, tu urodziłam córeczkę i tu zamierzam żyć.  Nie chciałabym więc, żeby sobotni mecz z Piotrcovią ktoś traktował jak moje pożegnanie. Pragnę, by to spotkanie było moim podziękowaniem dla zespołu, kibiców i wszystkich ludzi, od których dostaję tyle wsparcia. Butów na kołku nie zawieszam, chcę czerpać radość z gry, a nie siedzieć za zasługi na ławce, bo piłka ręczna nie jest tylko moim zawodem, ale przede wszystkim życiową pasją.  Słyszysz żal w moim głosie?

Nie, słyszę Twój głos rozsądku, ale to nowa sytuacja dla wszystkich, bo generalnie nie zdarzało się, by w trakcie sezonu ktoś odchodził z MKS-u.
 

Ludzie potrafili w ostatnim czasie zaczepić mnie nawet w sklepie spożywczym i zapytać, dlaczego nie gram, co było dla mnie niezwykle miłym gestem. Mogę tylko dziękować wszystkim za wsparcie i okazywaną sympatię. Mam nadzieję, że kibice zapamiętają mnie z dobrej strony jako osobę, która zostawiła dużo serca w Lublinie i gdzie znalazła swój dom.
Kristina Repelewska
- Nie boję się tej decyzji, choć każda zmiana wiąże się z wielką niewiadomą. Czasem trzeba wykonać krok w tył, odnaleźć się w nowej perspektywie, a profesjonalna piłkarka chce przede wszystkim grać, bo bez tych minut meczowych traci pewność siebie i automatyzmy na parkiecie. Miałam taki moment słabszej formy, nie ukrywam tego, ale trenerzy odbudowali mnie fizycznie, każdy z nas wykonał porządnie robotę i dziś czuję się bardzo dobrze przygotowana na resztę sezonu. 

 

Dałam sobie czas na podjęcie decyzji, wiem, że będzie ona budziła pewne kontrowersje, bo kto opuszczałby drużynę mistrza kraju pod koniec stycznia?  Chcę podtrzymać  taką piękną tradycję, którą zaobserwowałam w Lublinie. Najbardziej doświadczone piłkarki MKS-u kończyły karierę aktywnie, jako czynne zawodniczki biorące udział w meczach.

Chwila, moment. Kończyły karierę jako piłkarki MKS-u.


- Sport tak jak życie jest brutalny i są sytuacje, na które nie możemy się do końca przygotować. Karolina Siódmiak przeszła z najlepszej drużyny francuskiej do polskiego pierwszoligowca i nic nie straciła ze swojej klasy. Coś zawsze nas  w życiu zaskoczy, podpisałam przecież roczny kontrakt z klubem jako ostatnia, zeszłego lata, mając kilka ciekawych propozycji, a dziś jestem gotowa na zmianę. Sam sznurek od medalu mnie nie interesuje, jeśli mój udział w jego wywalczeniu ma być symboliczny. Nawet ja nie wiem, co przyniesie los, ale chcę rozpocząć nowy etap życia.

Drużyna bez Ciebie poradzi sobie w walce o złoto?


- Lublin zawsze startuje do sezonu jako faworyt i umie grać pod presją wyniku. Zobacz, jak rozwijają się młode dziewczyny, zobacz, jak pracują na treningach, jak palą się do gry. O zespół jestem spokojna.

Dasz się namówić na kilka wyróżnień?


- Jeśli wyróżnię tylko kilka zawodniczek, pominę inne, które też zasługują na ciepłe słowa, bo w piłce ręcznej liczy się kolektyw, a nie indywidualności. Trudno jednak nie widzieć, że Asia Drabik w Lublinie stała się kołową na międzynarodowym poziomie, że Daga Nocuń po powrocie z wypożyczenia ma dużą większą pewność na parkiecie, a biega przecież niesamowicie szybko. Wielki potencjał fizyczny i techniczny ma Ola Rosiak, której bardzo kibicuję. Jeśli będzie ciężko pracowała, może zajść naprawdę daleko.

Trener Niewrzawa mówi o tak zwanym talencie do pracy, czymś zupełnie innym niż sam talent do gry.
 

- Ma rację, zresztą rozmawiał ze mną przed sezonem w kwestii transferu do Elbląga, bo chyba ceni mnie za umiejętności i postawę na parkiecie.  Wracając do wyróżnień, wielką profesjonalistką jest Sylwia Matuszczyk, a "Rolka” w tym sezonie gra jak za trenera Packi, gdy ocierała się o reprezentację. Będzie mi brakować tych dziewczyn, ale nie mówię żegnajcie, a jedynie do zobaczenia. 

Ani dziewczyny z klubu, ani kibice nie zapomną o Tobie...


- Ludzie potrafili w ostatnim czasie zaczepić mnie nawet w sklepie spożywczym i zapytać, dlaczego nie gram, co  było dla mnie niezwykle miłym gestem. Mogę tylko dziękować wszystkim za wsparcie i okazywaną sympatię.  Mam nadzieję, że kibice zapamiętają mnie z dobrej strony jako osobę, która zostawiła dużo serca w Lublinie i gdzie znalazła swój dom.  Miałam zresztą grać w Montexie już w 2001, nie udało się jednak sfinalizować tego transferu i tak trafiłam do Kielc na dwa i pół roku.

Drugie Twoje podejście nastąpiło w 2004, już do SPR-u Lublin i skończyło się złotym medalem po pamiętnych meczach w Gdańsku w finale play-off.


- Tak, wygraliśmy w serii gier 3:0 po złotym golu z wolnego po końcowej syrenie, którego wykonała Inka Silantyeva.

Dlaczego po tak udanym, debiutanckim sezonie wyjechałaś do Koszalina?


- Byłam dziewczyną na dorobku, w Lublinie występowały wtedy lepsze zawodniczki ode mnie, dlatego szukałam innej ścieżki rozwoju. Po jednym sezonie w Politechnice Koszalin przeniosłam się do Piotrcovii na dwa lata, z którą to w 2007 zdobyłam srebrny medal.

Przegrywając w finale z Lublinem...
 

- Zgadza się, ale mieliśmy wtedy w Piotrkowie mocną pakę z Iwoną Niedźwiedź w ostatnim jej sezonie przed wyjazdem do Danii, z Kingą Polenz,  z Elą Kopertowską. Dwa miesiące po meczach finałowych wzięłam ślub w Lublinie, a po roku trafiłam tutaj znów do zespołu, który widocznie był mi pisany.  Sercem będę tu zawsze.   

 

Rozmawiał Michał Pomorski / MKS Selgros Lublin

Koszulka box 2 300 nad newsletter
oceń 0 (0 głosów)
 
podziel się artykułem
0
Tkaczyk - aurtobiografia
Box_Erima_Nowa_Po wynikami
Zapisz się, a będziesz otrzymywać newsy prosto
na Twoją skrzynkę e-mailową!
Wpisz swój e-mail
handball.pl © 2009 - 2010 | Created by MadKittens